wtorek, 29 września 2015

Para, której rozwód się marzył...

  Dedrickowi w życiu nie udawało się nic. Jego gospodarstwo nie prosperowało kwitnąco, żony pięknej nie miał, dochował się trzech córek i żadnego syna, który by ojcowiznę odziedziczył. Nawet rybactwo mu nie szło. Dość mizernej budowy, podstarzały wąsacz w połatanym odzieniu westchnął ciężko i jeszcze raz sprawdził węzły przy zacumowanej łódce. Drapał się po czole w zadumie, kiedy zaintrygował go miarowy chlupot znacznie różniący się od tych słyszanych na co dzień. Niezbyt bystro popatrzył się na taflę jeziora. Coś sunęło pod powierzchnią, woda załamywała się, jak pod dziobem fregaty. Dedrick cofał się, z krzykiem rzucił do ucieczki, gdy zrozumiał, iż stworzenie wcale nie zamierza zwalniać. Padł na brzuch i zakrył głowę ramionami. Istota wyrwała z jeziora, jakby odbijała się od skały, a nie grząskiego dna. Wieśniak otworzył nieśmiało oko i popatrzył na potwora. Był wielki, zielonkawy i skrzył się magicznie nawet w tych skromnych promieniach słońca. Smok, i to jaki! Że też Dedricowi los nie zesłał takiego gada, tylko teściową...
  Salę wejściową siedziby Białego Kruka wypełnił dźwięk przypominający grę tysięcy maleńkich dzwoneczków. Ta subtelna symfonia łączyła się z miarowym dudnieniem kroków i towarzyszyła każdemu ruchowi stworzenia, o którym dzisiaj snuło się legendy. Nie pozostając niezauważonym, obcy smok przystanął na chwilę, wypuścił głośno powietrze przez nos i skręcił w jeden z korytarzy. Kilku śmielszych służących wychynęło zza schodów i pomknęło rozpuszczać plotki o zjawieniu się smoka, który samym istnieniem urzeczywistniał marzenia niejednego bogacza...
  Głowa Gabriela kiwała się bezwiednie na boki przy każdym stąpnięciu gada. Mężczyzna stęknął z boleścią i powoli otworzył oczy. Półprzytomnie rozejrzał się dookoła, lecz w obszernym pomieszczeniu nie było nic wartego dłuższej uwagi. Chciał poruszyć ramieniem, jednak coś go zatrzymało. Potrząsnął głową, popatrzył na podłogę. Lewitował wewnątrz bariery o lekko czerwonawym odcieniu. Mądrzy ludzie, zdolni ludzie, chociaż nie wiedział, czym zapracował na takie uwięzienie? 
  - Nie za wygodnie ci?!
  Wziął szybki wdech i podniósł wzrok na smocze oblicze zasnute niczym innym, jak złością. Smoczyła parsknęła mieniącą się parą, po czym uderzyła łapą w podłogę w sposób identyczny, kiedy człowiek pragnie rozgnieść karalucha. Nie więcej niż metr od bariery z posadzki wystrzelił wielobarwny kolec, który rósł z każdą chwilą. Magiczna ściana rozprysła się na kawałeczki pod naporem kryształu, ale szpikulec nie zatrzymał się. Uderzył Gabriela w pierś i pchnął go dalej, dopóki nie przygwoździł do ściany. Mężczyzna machinalnie chwycił twór, ze zduszonym jękiem próbując wyswobodzić się z pułapki uniemożliwiającej mu pełen oddech. Szarpał się, kopał, uderzał w kolec, który cofnął się nie pod wpływem wysiłku, a słów reprymendy, jakie usłyszała smoczyca od właścicieli zamku.
  - Jeszcze pożałujesz, że go bronisz. - syknęła jadowicie nawet nie zaszczycając "wychowawcy" wzrokiem.
  Zjechawszy po ścianie, Gabriel pacnął głucho na podłogę i zaniósł chrapliwym kaszlem. Machnął ręką w stronę smoczycy.
  - Słodka jak zawsze. - skomentował dość kpiąco, po czym podniósł się z klęczek. Odchrząknął teatralnie. - Oto Belatica, przyjemna, niczym kiścień w tyłku.
  - Zamknij się, Quentin! Już sama twoja osoba oznacza problemy, słów nam nie potrzeba! - bestia pochyliła łeb i zawarczała gardłowo. Gdyby wzrok mógł zabijać, Gabriel zmarłby BARDZO tragicznie.





(orenmiller.deviantart.com)
Imię: Quentin
Nazwisko: Lebron
Przydomek: Gabriel, tak ochrzciło go pospólstwo ze względu na dobre uczynki. Na cześć anioła stróża, o ironio...
Wiek: -
Płeć: Mężczyzna
Rasa: -
Wygląd: Wcale nie taka z niego kruszynka, chociaż olbrzym też żaden. Zajmuje się, czym zajmuje, więc muskulaturę ma nienaganną. Długie czarno-brązowe włosy zawsze związuje w koński ogon oraz kilka warkoczyków. Mało jest osób, które są w stanie znieść ciężkie spojrzenie jego oczu w kolorze magenta. Odznacza się dość specyficznym sposobem ubierania, ponieważ nie nosi koszul, a samą skórzaną, aż grubą od ilości kieszeni kamizelę z kołnierzem, rękawice bez palców oraz brązowe spodnie spięte na udach paskami. Nosi także sznurowane aż do kolan buty z grubą podeszwą, bardziej przystosowane do kopania po twarzy niż skradanek. Wisienką na torcie dziwności, a także elementem, przez który ludzie często gadają, iż Gabriel próbuje udawać kobietę, jest skórzana "płachta" przymocowana do spodni przy pomocy pasa, długa do połowy łydki. Mężczyzna posiada parę dużych, błoniastych skrzydeł. Jego prawe ramię w całości pokryte jest wytatuowanymi symbolami w niewielkim stopniu wkradającymi się na pierś. Ponadto rzadko widuje się Gabriela bez papierosa w zębach bądź zatkniętego za ucho przyozdobione kolczykiem w kształcie krzyżyka.
Charakter: Gabriel to osoba bardzo skomplikowana. Sprawia wrażenie obojętnego, niewiedzącego czego chce od życia; pędu ku władzy nie czuje, a na ciężar mieszka uwagi specjalnej też nie zwraca. Z drugiej strony jego zachowanie świadczy o dobrym sercu, a nawet skłonności do poświęceń... oraz brak zahamowań, bo bluźni, pali, rozbija się po gospodach, a towarzystwu "miłych pań" nie odmówi (to ostatnie tłumaczy "silną potrzebą przebywania z ludźmi"). Co ciekawe, nie lęka się mrocznego półświatka za to sama myśl o zanurzeniu się w głębokiej wodzie go paraliżuje. "Nie cierpię na syndrom kopniętego szczeniaka" - zwykł zrzędzić, gdy ktoś próbuje okazać mu nieco uprzejmości, co poczytuje sobie za litość. Jest to tym dziwniejsze, zważywszy na jego dziwaczną tendencję do opiekowania się pokonanymi wrogami. Pociąga go nauka, szczególnie alchemia. Jest BARDZO elastyczny moralnie.
Umiejętności:  Antytalent magiczny, chociaż potrafi zmaterializować sobie strzały; świetnie radzi sobie w walce wręcz bądź przy pomocy łuku; zna się na alchemii, ze szczególnym wskazaniem na trutki, odtrutki i materiały wybuchowe; może nie wygląda, ale lubi dobrze zjeść, a że w większości gospód podaje się bezkształtną górę żarcia, sam nauczył się całkiem nie najgorzej gotować; ma bardzo wytrzymałą skórę co może być efektem połączenia z pancernym smokiem.
Broń: Ea - broń chyba bardziej charakterystyczna, niż sam właściciel. Łuk ten jest dłuższy i cięższy niż normalni "pobratymcy", więc posiada proporcjonalnie większy zasięg. Górne ramię łuku ozdobione jest rzeźbą w kształcie smoczych skrzydeł, dolne owiniętym ogonem, a rozdziawiony pysk wypluwa pociski. Siła, jaką trzeba włożyć w napięcie łuku sprawia, że po zwolnieniu cięciwa huczy nieznośnie. Gabriel ma pewność, iż Ea jest w jakiś sposób zaklęty, ponieważ gryfy oraz koniuszki rzeźbień pulsują niebieskawym światłem, mimo że broń sama w sobie jest czarna; luminescencja ma miejsce za każdym razem, gdy łuk jest gotowy do wystrzału. Na domiar złego im dłużej Ea pozostaje napięty, tym częściej grot strzały lśni i pocisk nagrzewa się, a broń drży - po piątym rozbłysku, kiedy strzała dosłownie ocieka świetlistą substancją, Gabriel nie jest w stanie utrzymać cięciwy. 
Poza Eą, Quentin używa drobnych noży do rzucania oraz całej gamy maleńkich buteleczek poukrywanych gdzie się da, z czego każda zawiera substancję o określonym działaniu: począwszy od trutek i wybuchów, a skończywszy na takich, które po rozbiciu naczynia wytwarzają dym. 
Historia: -
Hierarchia: Skrytobójca


(blacktalons.deviantart.com)
Imię: Belatica
Wiek: 308 lat
Płeć: Samica
Rasa: Smok Kryształowy/Lustrochlast, w zależności od regionu. 
Wygląd: Jest duża, lecz nie tytaniczna. Przez całą długość ciała ciągną się trzy krezy, choć jedynie środkowa sięga aż do ogona, pozostałe nikną tuż przy zadzie. Z bioder smoczycy wyrastają swego rodzaju "skórzaste" wachlarze. Jednakże srogo myli się ten, kto zakłada, że te nie do końca błoniaste twory są delikatne. Szorstkie są, elastyczności za grosz. Jedynie skrzydła jakoś gną się na wietrze. Cielsko w całości pokrywają odporne na ścieranie łuski odbijające światło niczym szmaragdy, chociaż dla bezpieczeństwa, by nie ściągać na siebie uwagi chciwych łowców i innych nieszczęść, pokryte są ciemnym nalotem. Ten twardy, mineralny pancerz czyni ze smoczycy gada o przystosowaniu bardziej obronnym. Powinna być biała, lecz nabrała zielonkawej barwy ze względu na środowisko, w którym żyje.
Charakter: Bywa impulsywna oraz nie lubi mówić o sobie. Przez swój niedostępny charakter ma bardzo niewielu przyjaciół, w zasadzie to żadnego. Z kolei przez pustelniczy tryb życia, jaki prowadzi jej rasa, nie została nauczona zachowań społecznych. Jej stosunek do Quentina jest dość zastanawiający - smoczyca odnosi się do mężczyzny z agresją należną zwierzęciu zagnanemu w ślepy zaułek, jakby odczuwała coś na kształt obawy. Do samego związku z Gabrielem się nie przyznaje, gdyż obojgu on bardzo doskwiera - jest to prawdopodobnie jedyna kwestia, w której się zgadzają. Poza tym ich relacje ograniczają się do niezbędnego minimum, a nawet podczas krótkich spotkań od parki wieje chłodem, innością i platonicznością.
Umiejętności: Walczy głównie wręcz; niekiedy stosuje zdolność specjalną;  smoczyca może żyć zarówno w głębinach jak i na lądzie.
Zdolność specjalna: Sala Luster - w istocie są to dziesiątki mniejszych i większych kryształowych kłów wystrzeliwujących z danej powierzchni.
Historia: Nie ma do opowiedzenia żadnej pasjonującej historii. Większość swego życia spędziła z dala od ludzkich siedzib, śniąc na dnie jeziora lub rozpamiętując, że przyszłość jej rasy stoi pod znakiem zapytania. Niegdyś chętnie polowano na jej ziomków dla drogocennych łusek, kochanych przez damy i pożądanych przez zapalczywych mężów, którzy pragnęli urosnąć do rangi bogów w oczach dziewek. Dlatego dzisiaj prawdziwie kryształowych smoków już nie ma, dumnych, przepięknych kolosów o półprzezroczystych łuskach, mieniących się w świetle tysiącami barw. Ocalałe sztuki skryły się we wszelkich skrajnych środowiskach, od wulkanicznych pustkowi z piekła rodem po najgłębsze odmęty wód, tym samym upodabniając barwy łusek do innych miejscowych smoczych gatunków.
Hierarchia: Wojownik

środa, 26 sierpnia 2015

Jasne światło

Ciepła para unosząca się ponad półmiskiem pachniała wspaniale. Równie wspaniale jak pachniałoby wszystko po tak długiej i męczącej podróży. Umysł to dosyć specyficzny narząd, który potrafi płatać figle, aby tylko osiągnąć swoje niskie, barbarzyńskie wręcz cele. Celem na dziś było zaś zaspokojenie głodu. Dziewczyna mruknęła z przyjemnością, ciesząc się tą ulotną chwilą i zabierając za jedzenie. Gulasz, tylko on miał w tej chwili jakiekolwiek znaczenie.

                Huk.

Stół zatrząsł się od siły uderzającej weń pięści. Naczynie zadzwoniło o blat, a opróżniony do połowy kufel upadł, wylewając z siebie resztkę zawartości, która powoli poczęła skapywać na brudną podłogę karczmy.

- Myślałaś, że cię nie znajdę? – wywarczał wściekle mężczyzna, zrzucając z jej głowy kaptur okrywającego ją płaszcza.
- Nie sądziłam, że będziesz mnie szukał – parsknęła wciąż wpatrzona w półmisek, nawet nie spoglądając na przybysza. To tyle jeśli idzie o spokojne zjedzenie posiłku. Chwycił ją za podbródek, zmuszając, aby na niego popatrzyła. Zamknęła oczy.
- To źle sądziłaś – szepnął wrogo, zbliżając do niej swoją twarz. Poczuła jego ciepły oddech na policzku i wyrwała się z uchwytu, wstając gwałtownie.
- Czego nie rozumiesz w stwierdzeniu: z nami KONIEC? – wycedziła, wpatrzona gdzieś w pustkę koło niego, akcentując agresywnie ostatnie słowo, jakoby chciała mu je rzucić w twarz niczym truchło martwego zwierza.

 Głosy rozmów wokół zdawały się nagle umilknąć. Zniecierpliwiony mężczyzna złapał ją za rękę, bez słowa wyciągając na zewnątrz. Nie potrzebna im była widownia. Z wnętrza budynku dobywały się zawiedzone gwizdy i buczenie. Strzepnęła z siebie jego dłoń, gdy tylko się zatrzymał, odciągając ją na ubocze.

- Chciałaś sobie tak po prostu odejść? Myślałaś, że na to pozwolę? Zabawna z ciebie istota, doprawdy… - powiedział, przysuwając się do niej i przyciskając ją do drzewa. Nie mogła go dłużej ignorować. Ich oczy się spotkały, dwa spojrzenia lśniących, ametystowych tęczówek będących dla siebie niczym swe lustrzane odbicia, pławiące się w swym wzajemnym blasku. Wstrzymała oddech, gdyż zamiast złości, ujrzała weń coś, czego nigdy by się nie spodziewała. Nie potrafiła tego nawet określić. On widać też nie potrafił, gdyż odsunął się od  niej z przekleństwem na ustach, aby za chwilę przygwoździć ją jeszcze mocniej.
- Nie możesz Favill – opuszkami palców dotknął jej twarzy, wędrując liniami zdobiących ją tatuaży.
Dziewczyna zacisnęła usta, a w jej dłoni zatańczył sztylet, którego ostrze zatrzymało się na krtani mężczyzny, muskając go swym zabójczym chłodem.
- Mogę wszystko – szepnęła tuż przy jego uchu.
Mężczyzna nie odsunął się jednak, lecz wciąż trwał z nią w uścisku, jakby tylko prosząc się o to, by przebiła jego skórę i przecięła żyły, odbierając ostatnie tchnienie.
- Nic nie rozumiesz, to ja bez ciebie nie mogę niczego – odparł, odgarniając pasmo zabłąkanych atramentowych włosów z jej policzka. – …niczego – powtórzył niby cichą mantrę, pochylając się i składając na jej ustach pocałunek.
Poczuła jego oddech na swych wargach, lecz nie odwróciła się. Utonęła w ramionach mężczyzny, zniewolona zmysłowym dotykiem jego ust.
- Dolan… - jej cichy szept, zdający się być miłosnym wyznaniem, w jednej chwili przemienił się w ostrzegający okrzyk, gdy sztylet w jej dłoni, przesunął się raptownie, ocierając tępą stroną o szyję i raniąc go w żuchwę.
Odsunął się, ignorując zupełnie swędzącą szramę, która powoli wypełniła się świeżą krwią. Spojrzał na nią czujnie.
- Nie możemy być dłużej razem. Nasz czas już się skończył, skończył się już dawno. Sama nie wiem, dlaczego trwało to aż do teraz. Dobrze wiesz, że nie poszłam za tobą z miłości. Nieważne co było w międzyczasie. Przyszedł moment, w którym musiałam sobie przypomnieć jaki był cel mojej podróży. Chciałam tylko nauczyć się radzić sobie z tym tak, jak ty. Opanować dar, który został nam zesłany. Teraz jednak wiem, że ty także nie masz nad nim całkowitej kontroli. Muszę odnaleźć swoją własną drogę i ty również. Nic nam nie da wzajemne wpatrywanie się w siebie.
- Tylko on jest dla ciebie ważny, dar, tak? – zaśmiał się ochryple, a wszystko wokół zamilkło. Znajdowali się w martwej pustce. Zatrzymał czas. - Podążałem tą ścieżką nim cię poznałem, zgłębiałem ją coraz bardziej, zapuszczając się w jej mroczne ostępy, aby odnaleźć właśnie to, ciszę. Też tego pragniesz? Myślisz, że wystarczy ci tu ta twoja bestia, że będziecie szczęśliwi? Długo mi to zajęło, ale zrozumiałem, co jest naprawdę ważne. Ty mi to dałaś. Bez ciebie mój świat znów będzie taki… - zachwiał się, opierając o ścianę karczmy, a wszechświat wokół zdawał się ruszyć dalej swoim torem. Krzyki dochodzące z tawerny boleśnie raniły uszy. Krople szkarłatnej posoki uderzyły o ziemię. Nie był w stanie tego przewidzieć. Ona była jedyną, której czyny były dlań jedną wielka niewiadomą. Zrobiła to tak wprawnie, iż nawet nie zauważył, nie poczuł, kiedy cienkie ostrze zagłębiło się w jego ciele, czyniąc nie pomierne szkody. Dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. Nie będzie mógł za nią jechać. Sprytnie.
- Żegnaj Dolanie. Musisz sam nauczyć się zapełniać swoją ciszę. Ja ci w tym nie pomogę – rzekła. Dopiero teraz zobaczył drugi sztylet, który otarła palcami z jego krwi, chowając pomiędzy warstwy odzienia. Odwróciła się od niego i podążyła w głąb lasu, gdzie jaśniały świetlistą bielą oczy towarzysza jej duszy i jedynego powiernika myśli, Sarosha.
- Wredna istotka – syknął z przekornym uśmiechem na ustach mężczyzna, przyciskając dłoń do krwawiącej rany i osuwając się w dół ściany budynku. Najpewniej wezmą go za jakiegoś pijaka. – Znajdę Cię Favill i będę wtedy dokładnie taki, jakiego sobie wymarzyłaś… - rzucił z przekąsem, patrząc w ślad za nią, a jego ametystowe oczy zaświeciły jasno w ciemnościach nocy. Widział.

***

Słyszał jej ciche, stanowcze kroki. Potknęła się, lecz ani razu nie obróciła za siebie.
- „Jesteś pewna, że to najlepsze rozwiązanie?” – zapytał, schylając ku niej smukły, nieco wilczy pysk i strzygąc długimi uszyma.
- Dla nas tak – odparła, poprawiając nogawki luźnego, przypominającego suknię stroju, po czym przeczesała palcami jego długą grzywę.
- „Dla nas, czy dla was?” – chciał wiedzieć, przekrzywiając lekko wielki łeb. Favillae uśmiechnęła się tylko na ten widok, nie odpowiadając. Robił tak od najmłodszych lat i wciąż wyglądało to równie uroczo, mimo tego, że mało już w nim zostało z puchatej kulki, jaką był niegdyś.
- Czy to ma znaczenie? – powiedziała zamiast tego, zaplatając z pasma jego grafitowych włosów warkocz. Nirin nauczyła ją go robić, każąc w ten sposób odpłacać się za jej zdaniem złote rady w kwestii ubioru. Z tej to dopiero była księżniczka.
– …dla mnie. Na dzień dzisiejszy sądzę, że to jest najlepsze dla mnie. Jutro może się okazać, iż nie miałam racji. Zupełnie tak, jak każdy człowiek nie jestem w stanie tego dla siebie przewidzieć. Robię to, co uważam za słuszne Sar, zresztą… Sądzę, że spodoba ci się kolejny punkt naszej podróży – rzekła, spoglądając na swoją prawą dłoń i gładząc jej powierzchnię opuszkami palców. Wciąż była ona nieskazitelnie pusta, jeżeli nie liczyć kilku starych blizn. Czekała na to, aż ktoś zapełni ją misternymi rycinami drobnych, pachnących kwiatów, słowami zapomnianych obietnic.
Smok przestąpił z łapy na łapę, wysuwając i chowając zakrzywione pazury. Zamachał długim, puszystym ogonem, pełen ekscytacji na widok malujących się w jego umyśle obrazów.
- „Zakon!” – zawołał z ukontentowaniem, podrzucając łbem i szeleszcząc olbrzymimi w stosunku do reszty jego ciała skrzydłami.
- Tak, najwyższy czas wracać. Wciąż nie ukończyliśmy naszego szkolenia podlotku!
- „Phe! Podlotek to może być z ciebie, ze mnie co najwyżej oberwaniec, albo inny szczeniak!”
- Chłystek może?
- „Bynajmniej!” - bestia parsknęła ze śmiechem, podsuwając się do niej i schylając, aby ułatwić jej wdrapanie się na swój grzbiet. Nie mogąc się jednak doczekać, szturchnęła ją pyskiem z niecierpliwości. Dziewczyna chwyciła się grzywy smoka i dosiadła go niczym bojowego rumaka.
- Ruszajmy! – zawołała, klepiąc go lekko po szyi w zachęcającym geście.
Sarosh zaryczał nisko, wspinając się na tylne łapy i stając dęba, po czym przyciskając puchate, pierzaste skrzydła do ciała skoczył pomiędzy leśną gęstwinę. Zginął pomiędzy cieniami.

Zaszumiały liście. Spomiędzy konarów wysokich drzew zerwał się czarny ptak. Skrzydła uderzały gwałtownie młócąc powietrze. Głuche krakanie rozległo się pośród ciszy czasu. W mroku zajaśniały ślepia jarzące się astralnym błękitem nieboskłonu.
Wrócę… Nim rozlegnie się pieśń gwiazd… Nim księżyc rozświetli się ich blaskiem…

Oni powrócili.


***

art by www.charlie-bowater.deviantart.com
Imię: Favillae
Nazwisko: Photine
Przydomek: Favill, Lawenda
Wiek: 20 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Mieszaniec, półelf, półczłowiek.
Opis wyglądu: Dziewczyna średniego wzrostu, o szczupłej, lecz nie elfiej sylwetce i długich, atramentowych włosach. Pomiędzy lśniącymi pasmami tu i ówdzie kryją się cienkie warkocze, zaś spod charakterystycznej, krzywo ściętej grzywki wyłania się czujne spojrzenie lśniących, lawendowych oczu. Pełne usta nawykła zdobić szeroką kreską z czarnej pomady, na podobieństwo pyska swego smoka. Ciało, jak również twarz zdobią tatuaże z motywami roślin i archaicznych wzorów, niektóre widoczne, inne zaś ukryte za włosami, bądź odzieniem. Ubiera się w wygodne, dopasowane do potrzeb stroje nie krępujące ruchów. Do ulubionych należy ozdobiony haftami jasno fioletowy gorset na ramiączkach ze skóry, przepasany dodatkowymi paskami i luźne spodnie, wyglądające niczym długa spódnica. Jedyną ozdobą jaką ma jest lśniący kryształowy kolczyk noszony przez nią w lewym uchu. Kiedyś otrzymała oba od swej dawnej przyjaciółki Nirin, niestety jeden z nich zaginął podczas podróży.
Umiejętności: Brak ukończonego pełnego szkolenia bojowego, jak i jeździeckiego, choć w smoczym siodle od zawsze czuła się równie dobrze jak na końskim grzbiecie dosiadanym przez nią już od najmłodszych lat. Na równi z tym uczyła się władania bronią wszelaką, z której najbliższą jej sercu pozostały sztylety. W jej dłoniach kąsają szybciej niźli osy. Zawsze jednak można wyzwać ją na pojedynek, aby sprawdzić jak radzi sobie z użyciem innej broni, czy raczej jak radzi sobie z delikatnością przykładania jej do gardła przeciwnika? Czy popłynie krew? Potrafi również używać uniwersalnych zaklęć obronnych i bojowych manipulujących czystą energią.
Broń: Dwa, a może i trzy długie sztylety skrzętnie ukryte pomiędzy obszernymi połami odzienia wykonane na kształt tych, które niegdyś otrzymała od ojca.
 Zdolności specjalne: Wizje czasu. Dar i przekleństwo z którym się urodziła, pozwalający jej lśniącym oczom dostrzegać przyszłość, jak również zmieniać jej bieg. Ostrzega i zniewala, niekontrolowane pochłaniając olbrzymie pokłady magicznej mocy. Może być dla niej śmiertelny.
Charakter: Kiedyś dla obcych zdawała być się cicha, skryta i milcząca, zaś dla tych, którzy poznali ją nieco bliżej wytrwała, uparta i impulsywna, a o jej piękny uśmiech trzeba było stoczyć iście dziki bój. Teraz o ten prawdziwy może być równie trudno, choć bez wątpienia obdarzy chętnych tym nieco bardziej kąśliwym, acz kokieteryjnym. Upór wciąż pozostaje jej zaletą, jak i wadą, dorosła jednak na tyle, iż nie obawia się swoich słów, a zdobyte z czasem doświadczenie dodało jej odwagi i charyzmy, którymi zaraziła się od swego towarzysza duszy. Nie będzie jednak słodka i urocza, ani nie pogłaszcze nikogo po główce, nie wliczając kilku smoczych wyjątków.
Hierarchia: Łowca, skrytobójca, wojownik, obejmie to stanowisko na którym będzie najbardziej przydatna zakonowi. Decyzję pozostawiają Starszyźnie.
Historia: Urodziła się w Sabistrze, Mieście Ludów, zwanym tak poprzez panującą w nim różnorodność kulturową. Córka kobiety Laurany i jak to mówią udomowionego przezeń dzikiego mrocznego elfa Derora. Dorastała pod ich czujnym okiem ucząc się jazdy konnej i fechtunku. Dzieciństwo jej skończyło się szybciej, niż ktokolwiek mógłby sądzić, gdy niezwykły dar lśniących oczu z którym się urodziła zaczął objawiać się coraz intensywniej w gwałtownych wizjach wykańczających młode ciało dziecka. Jej rodzice szukali pomocy wszędzie, aż wreszcie zdawali się ją znaleźć u Władczyni Ptaków, Pani z Ludu Centaurów, Lilli. To dzięki niej przewrotnym zdarzeń losem Favill odnalazła swe przeznaczenie, którego nie była w stanie pokazać żadna z wróżebnych wizji – Sarosha, smoka światła który wybrał ją spośród wszystkich na swą wieczną towarzyszkę życia. Tego też dnia stała się ona członkiem Ordo Corvus Albus, Zakonu Białych Kruków i rozpoczęła wraz z nim szkolenie pod czujnym okiem swych nauczycieli Almariel i Mulkhera. Wszystko zdawało się iść w jak najlepszym kierunku, jeśli nie liczyć wciąż nasilających się magiczne wizji, z których uporaniem się próbował jej pomóc Sarosh, gdy z jej rodzinnego miasta przyszła niepokojąca wiadomość, wzywająca ją do powrotu. Favillae nie czekając ani chwili wyruszyła wraz ze swym towarzyszem w podróż, która mając zająć zaledwie ulotną chwilę, okazała się trwać całe lata, aż do teraz…

art by www.shinerai.deviantart.com
Imię: Sarosh
Przydomek: Wilk, Światło.
Wiek: 10 lat
Płeć: Samiec.
Rasa:  Smok Światła.
Opis wyglądu: Smok o masywnej budowie, przełamanej gibkością ruchów i chyżością długich kończyn. Intensywnie fioletowe i puszyste niegdyś futro ściemniało, aż do grafitowej barwy w okolicy grzbietu i skrzydeł tworząc długą grzywę na głowie i karku bestii, po czym objawiając się ponownie na jej puchatym, wilczym ogonie. Po bokach zaś rozjaśniło się znacznie, skracając do miękkiej sierści. Przejścia pomiędzy nimi zdobią mieszające się kolorystycznie wzorzyste pasy, odznaczające się charakterystycznymi plamami na pysku. Ten zaś  smukły, o nieco wilczym wyglądzie, wyposażony w szeregi ostrych kłów, zdobi para świetlistych, żółtobiałych ślepi, będących niczym para świetlików przysiadająca na powiekach. Łeb kończy para spiczastych rogów oraz długie, królicze uszy, reagujące na każdy dźwięk i zmianę nastroju. Szeroką pierś zdobi dar i swoistego rodzaju pamiątka przebudzenia mocy otrzymana po powrocie do zakonu od jego Mistrza Mulkhera. Jest to pięć kawałków czarnej, dębowej kory wyrzeźbionych na kształt wilczych kłów różnej wielkości, ułożonych na długim rzemieniu tak, aby najmniejsze trwały po bokach, okalając dwa średnie i jeden największy po środku.  Łapy okraszone dłuższym futrem skrywają ostre pazury, które potrafi wysuwać i chować względem potrzeb. Całości dopełniają olbrzymie w stosunku do reszty ciała, ciemne na wierzchu, zaś jasne od spodu, pierzaste skrzydła swym kształtem przywodzące na myśl sowę śnieżną.
Umiejętności: Brak ukończonego pełnego szkolenia bojowego, jak i na smoka jeździeckiego. Jego główną bronią jest jego ciało. Ostre kły, rogi i pazury pomagają przytrzymać, zranić i zabić wroga, zaś długi, umięśniony ogon i wielkie, ciężkie skrzydła doskonale sprawdzają się do zbicia przeciwnika z nóg i ogłuszenia go. Ma doskonały słuch i węch. Potrafi również świadomie korzystać z umiejętności, jaką jest zlewanie się z cieniem, której zalążki objawiały się u niego już w młodości. Dzięki niej staje się niewidoczny dla postronnych. Umożliwia mu to przemykanie się niepostrzeżenie zarówno pośród leśnej głuszy, jak i zamkowych komnat, wszędzie tam, gdzie nie sięga pełne światło. Zainspirowany niegdyś przez Arsi doskonalił wciąż sztukę kamuflażu i bezszelestnego podkradania się do wroga. W związku z tym nauczył się przemieszczać po ziemi równie sprawnie, jak po niebie. Sam nie korzysta z magii, jeżeli nie liczyć zdolności szybkiej regeneracji, przekazując moc swej jeźdźczyni.
Zdolności specjalne: Światło to nic innego jak energia życiowa drzemiąca w każdej istocie. Sarosh poprzez Dotyk potrafi zarówno ją dawać, jak i odbierać. Jest to umiejętność, która objawia się niezwykle rzadko, zwykle w kryzysowych sytuacjach zagrożenia życia jego jeźdźczyni. To dzięki niej potrafił niegdyś zdobyć ilość magicznej mocy wystarczającą na utrzymanie wizji pochodzących z jej daru. Smok próbuje nauczyć się nad nią panować, w końcu czym to różni się od przekazywania magii swej jeźdźczyni? Różni się jednak i w tym cały szkopuł, gdyż jest to moc na tyle silna, iż przedziera się poprzez wszelkie ochronne bariery odbierając bez pytania trochę, albo wszystko. Życie. Śladem jego działalności są trzy uschnięte dęby znajdujące się na terenach zakonu. To one ich uratowały, to je zabił jako pierwsze całkowicie tracąc nad sobą kontrolę, podążając jedynie za ślepym i głuchym instynktem. To z ich kory zrobiony jest naszyjnik, który nosi. Mówi on o drzemiącej w nim wielkiej sile i mocy zdolnej odbierać życie, lecz jednocześnie jest przestrogą i ostrzegawczym znamieniem nie pozwalającym zapomnieć, jak wielka ciąży na nim odpowiedzialność. Wtedy ofiarami stały się wiekowe drzewa, lecz mógł to być przecież ktokolwiek... 
Charakter: Charyzmatyczny, otwarty, ciekawy i pełen energii, a co za tym idzie bardzo niecierpliwy. Mimo upływu lat ciężko mu usiedzieć w miejscu. Lekkomyślny, wciąż znajduje dla siebie jakieś zajęcie w mniej, czy bardziej rozważny sposób, częstokroć będąc przy tym nieznośnie hałaśliwym, albo po prostu nieznośnym. Tęskni za przeszłością i wspólnymi zabawami z rówieśnikami oraz tymi nieco starszymi przedstawicielami swojego gatunku. Nie przejmuje się tym jednak, żyjąc tu i teraz, będący równie gwałtownym co namiętnym. Mimo niegasnącego entuzjazmu podczas podróży z Favill poznał smak prawdziwego życia i nauczył się z nim radzić, a nawet doceniać pewne jego gorzkie nuty.
Hierarchia: Łowca, skrytobójca, wojownik, obejmie wraz ze swą jeźdźczynią to stanowisko na którym będzie najbardziej przydatny zakonowi. Decyzję pozostawiają Starszyźnie.
Historia: Pochodzi z hodowli zakonu, której został przekazany poprzez Korpus Smoczych Wojowników. Czekał weń cierpliwie, aż do dnia, gdy na świecie zajaśniało światło jego bliźniaczej duszy, które od tamtej chwili począł nieustannie do siebie przywoływać. Wraz z dotykiem dziecięcej dłoni skorupka jego jaja pękła i skończyły się czasy wszelkiej cierpliwości i spokoju. Rozpoczęła się ich wspólna historia. Razem podjęli się zakonnego szkolenia pod okiem Almariel i Mulkhera. Nie tylko jednak one było dla nich wyzwaniem. Największe próby stawiały przednimi ich własne, niejednokrotnie głęboko ukryte zdolności, z którymi musieli się mierzyć.

Edit: Sarosh - 28.12.2015r. 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Ponowne otwarcie

   Witajcie, jeźdźcy, smoki, wędrowcy!

   Starszyzna ma przyjemność ogłosić, że ponownie otwieramy wrota białego zamku ku światu. Zapraszamy do wspólnego tworzenia historii tego miejsca!
 
   Regulamin ---> TUTAJ
   Rekrutacja ---> TUTAJ

   Almariel&Mulkher, Aerlin&Jivreg