Chłodne o tej porze roku powietrze zarysowało jego oddech efektownym pióropuszem. Żałował, że troski nie znikały równie szybko, co ta siwa mgiełka. Zacisnął usta w wąską kreskę, gdy nieopaczny ruch prawego ramienia spuścił ze smyczy oszalałe wiązki bólu, rozrywające widmowymi kolcami każdą najlichszą przestrzeń, przez którą przemknęły. Nie przetoczyły się jednak przez cały labirynt ciała, uderzając w mur przyciśniętych do kości mięśni i mięsa. Kojący nacisk, a przez to zdrętwienie, powodował szeroki, miejscami nieelegancko przetarty, styrany czasem pas z równie wiekową, brzydką pochwą. Lecz prawdziwym zbawcą był ciężki, pozornie nieporęczny miecz dwuręczny, tkwiący pewnie na plecach właściciela. Był jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które pozostały po dotychczas owej pracy. Nagłe uderzenie gałęzią w twarz wyrwało go z ponurych rozmyślań. Kciukiem starł nieśmiałą stróżkę krwi, cieknącą z płytkiego rozcięcia.
- "Twój ponoć "legendarny" refleks sprawdza się tylko podczas oszukiwania w karty, czy już dopada Cię starość?" - niebieskooka bestia, w której wzroku magnetycznie splatały się wszelkie odcienie błękitu, połowicznie wykręciła do niego swój smukły łeb, opatrzony niby jelenimi rogami, kilkoma kolcami i matowo granatowymi łuskami. Choć nie patrzyła, zręcznie wymijała kolejne przeszkody na wydeptanej przez leśnych mieszkańców ścieżce, jak gdyby trwała w swoistej symbiozie z samą matką naturą czy też duchem tej puszczy.
- Po prostu się zamyśliłem. - odparł z typowym dla siebie pomrukiem, poprawiając zdrętwiałe nieco siedzenie na sztywnym z zimna siodle. Nie było ono dostosowane do ich potrzeb z braku odpowiednich narzędzi i zrozumienia niedawnego chlebodawcy. Z wieśniakami na czele, dla których widok smoka stanowił zapowiedź apokalipsy. Co dopiero mężczyzny zdejmującego z takowego gada miarę do wykonania rynsztunku...
- "Myślenie szkodzi wojakom." - skwitowała krótko. Smoczyca zesztywniała wpół kroku, unosząc głowę najwyżej jak mogła, podczas gdy siedzący na jej grzbiecie wojownik starał się przebić wzrokiem splątane, półnagie korony co bardziej wytrwałych drzew. Cichy, miarowy łomot wydał się im wręcz ogłuszający. Poznali go od razu. Tępy, z lekka furczący przez wibrujące od naprężenia grubych błon, ciężki, jakby ktoś usiłował pochwycić i związać łopoczący podczas sztormu żagiel. Smok. Bestia w jednej chwili przypadła do ziemi, by w następnej wystrzelić przed siebie w szaleńczym pędzie, niemalże gubiąc przy tym jeźdźca.
Skrzydła potężnych wrót z głuchym hukiem uderzyły klamkami o ściany, wpuszczając do środka legiony delikatnych zimowych tancerek, wraz z grubszymi odłamkami zbitego śniegu i lodu, wyrwanymi z dziedzińca. Łudząco ciemna, najeżona tu i ówdzie lśniącymi lazurem łuskami smoczyca ślizgiem na brzuchu wjechała do sali, w desperacji niemiłosiernie drapiąc pazurami i rogami posadzkę. Zatrzymała się jednak dopiero na schodach, boleśnie uderzając w nie łopatką oraz kikutem. Przy akompaniamencie brzęczenia licznych sprzączek przy butach, za smokiem wszedł do sali mocno ośnieżony, zgubiony podczas hamowania mężczyzna.
- ...a imię jej brzmiało "Dyskrecja". - burknął, strzepując z szerokich ramion kawałeczki lodu.

[zolaida.deviantart.com]
Imię: Aton
Nazwisko: Catvalder
Wiek: 35 lat
Rasa: Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Wysoki, kruczo włosy mężczyzna o skórze dość bladej, jak na wiedziony przez niego tryb życia, i typowej dla swojej rasy figurze w kształcie trójkąta. Dobrze zbudowane, acz z zachowanym umiarem, ciało znaczy kilka blizn, choć najbardziej widoczna jest ta przecinająca prawy kącik ust. Druga, tak szeroka jak długi jest mały palec, ciągnie się od prawego biodra do karku i sprawia swojemu właścicielowi niekiedy sporo bólu. Jego oczy nie posiadają określonej barwy, zmieniają się bez określonego powodu: od zimnego, bladego błękitu po głęboki atrament; zawsze jednak pozostają zamyślone, obojętne, jakby nic na świecie go już nie interesowało. Nosi się głównie w szarościach bądź czerniach, a długie rękawice i buty ze sprzączkami są poniekąd symbolem jego osoby.
Umiejętności: Samouk w dziedzinie posługiwania się włócznią i mieczem dwuręcznym; z otrzymanego w podejrzany sposób daru Magii Ognia umie korzystać w sposób znikomy.
Broń: Głównie składana włócznia krasnoludzkiej roboty bądź topornie wyglądający miecz dwuręczny wykuty ze stali o lekko błękitnej barwie.
Charakter: Choć jak większość rodaków lubi opowieści, sam nie sprawia wrażenia rozmownego i towarzyskiego. Nauczony trzymania się swojego stanowiska, próbuje ignorować sprawy, które go nie dotyczą bezpośrednio. Z czasem przylgnęło do niego miano "widma społecznego" z racji trzymania się na uboczu. Z pewnych powodów zagnany w nałóg tytoniowy, wciąż uznaje honor za rzecz niemal świętą i hołduje swoim zasadom.
Hierarchia: Wojownik, rzemieślnik.
Historia: Często sam odnosi wrażenie, iż jest zbyt długa jak na jedno, tak krótkie życie... Mieszkał w niewielkiej portowej wiosce, zbyt małej, by miała jakikolwiek znaczenie. Ledwo odrósł od ziemi, został posądzony o zabicie syna kowala. Wybierając między życiem a ukamienowaniem, uciekł na statek handlowy, "Chyżą Bryzę", gdzie spędził kolejne lata, piął się do rangi sternika i zwiedzał świat. Podczas jednego z rejsów, przypadkowo odkrywając, że ładunkiem są niewolnicy, celowo rozbił jednostkę na przybrzeżnych skałach zwanych Morskimi Zębami. Od niechybnej śmierci ocalili go rybacy z pobliskiego miasta. Imał się wielu zawodów, od pastucha i portowego robotnika po człowieka na usługach szlachty. Nie pomogło mu to uniknąć kar za samowolę. Postawiony przed sądem, jak większość skazańców wybrał wcielenie do armii zamiast szubienicę. Pierwszej i jedynej prawdziwej wojny w zasadzie nie pamięta, ten okres jak i następne lata zbiły się w niewyraźną masę, której ważniejsze momenty gdzieś umknęły; wtedy otrzymał dar Magii Ognia. Wspomnienia stają się wyraźniejsze dopiero od momentu, gdy wstąpił do wojsk walczącego o swoją pozycję lorda. Kilka miesięcy później zdezerterował. Wędrując w poszukiwaniu zatrudnienia, niemal doprowadzony do szaleństwa przez rozrywające czaszkę piski, przypałętał się do Ordo Corvus Albus, gdzie szachraj losu złączył go z Chrysanthe. Ten i inne incydenty wywróciły jego świat do góry nogami...

[shadowdragon22.deviantart.com]
Imię: Chrysanthe
Przydomek: Nocna
Wiek: Niewiele ponad 4 lata
Płeć: Samica
Rasa: Smok Nocy
Wygląd: Dość niska jak na smoka, jednocześnie groteskowo długa, co nadaje jej bardziej aerodynamiczny wygląd. Pokryta chropowatymi łuskami barwy głębokiego granatu, tu i ówdzie naznaczona jarzącymi się po zmroku jasnoniebieskimi plamami. Skrytość i płochliwość tej rasy spowodowały niemal zanik kolców, które w znikomych ilościach ciągną się od czoła do barków. Rogaty, wyposażony w krezy łeb zdobią przede wszystkim hipnotyzujące, surowe ślepia. Długi, biczowaty ogon pozbawiony jest jakichkolwiek wyrostków, które mogłyby służyć do obrony czy ataku. Jedyną pozostałością po skrzydłach są dwa sterczące w okolicy łopatek kikuty upalone na końcach.
Umiejętności: Braki w sile i umiejętnościach fizycznych rekompensuje mocą umysłu, co jest jej główną bronią. Przejawia potężne zdolności telepatyczne. Nie ukończyła szkolenia, dlatego też walki w zwarciu unika bądź ucieka się do podstępów. Zdarza się, iż widzi duchy.
Zdolności specjalne: Jest w stanie wydawać z siebie drażniący pisk o różnej częstotliwości.
Charakter: Pęknięta skorupa jaja odmieniła ją na tyle, by znacznie różniła się od rówieśników. Postrzega świat w sposób klarowny, dlatego zasłanianie prawdy stereotypami czy przesądami uważa za bezcelowe. Woli gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Rzadko pozwala wziąć emocjom górę nad rozumem. Wie, że kluczem do wszystkiego jest słowo, nie ma zbrodni bez rozkazu. Swoista dwoistość jej natury, bezwzględność i strachliwość, z czasem zlała się w jedno, tworząc z niej smoczycę z trudnym temperamentem, udzielającą rad bądź czasami pobłażliwą. Obracając się ostatnimi czasy wśród istot wszelkiej maści, przyswoiła sobie trochę ciętego języka.
Hierarchia: Łowca
Historia: Okoliczności trafienia do hodowli Ordo Corvus Albus są pobieżnie znane tylko jej. W przeciwieństwie do innych niewyklutych braci i sióstr, nie czekała aż bratnia dusza odnajdzie się na drodze szczęśliwego trafu. Piszcząc poprzez czas i przestrzeń, w potwornych torturach, postanowiła sama go do siebie ściągnąć. Wyczuwając jego bliskość, a zarazem ledwo odróżniając rozmyte kontury przedmiotów, pokonała monumentalną siedzibę i wyskoczyła przez zbite okno na zabójczy ziąb. Związali się ze sobą i mogły być to ich ostatnie wspólne chwile, gdyby nie zaalarmowani członkowie Zakonu. Była najmizerniejszym z kilku smocząt, odstającym od reszty. Obawy wzbudzał fakt, iż umysł się zmieniał w zastraszającym tempie, lecz ciało prawie w ogóle. Powodowało to problemy podczas rozpoczynania szkolenia. Dopiero niedawne, smutne wydarzenie spowodowało jej gwałtowny wzrost, jak i utratę skrzydeł na rzecz innej wartości...



