wtorek, 8 stycznia 2013

Trudy wciąż trwają...

Nie było źle. Próbował. Musiał spróbować. A może chciał? Już jakiś czas temu jego myśli zaprzestały pogoni za sensem popełnionych czynów. Szarpanie tematu kłami i pazurami pytań czy domysłów nie przynosiło ni ulgi ni rezultatu.
Chłodne o tej porze roku powietrze zarysowało jego oddech efektownym pióropuszem. Żałował, że troski nie znikały równie szybko, co ta siwa mgiełka. Zacisnął usta w wąską kreskę, gdy nieopaczny ruch prawego ramienia spuścił ze smyczy oszalałe wiązki bólu, rozrywające widmowymi kolcami każdą najlichszą przestrzeń, przez którą przemknęły. Nie przetoczyły się jednak przez cały labirynt ciała, uderzając w mur przyciśniętych do kości mięśni i mięsa. Kojący nacisk, a przez to zdrętwienie, powodował szeroki, miejscami nieelegancko przetarty, styrany czasem pas z równie wiekową, brzydką pochwą. Lecz prawdziwym zbawcą był ciężki, pozornie nieporęczny miecz dwuręczny, tkwiący pewnie na plecach właściciela. Był jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które pozostały po dotychczas owej pracy. Nagłe uderzenie gałęzią w twarz wyrwało go z ponurych rozmyślań. Kciukiem starł nieśmiałą stróżkę krwi, cieknącą z płytkiego rozcięcia.
- "Twój ponoć "legendarny" refleks sprawdza się tylko podczas oszukiwania w karty, czy już dopada Cię starość?" - niebieskooka bestia, w której wzroku magnetycznie splatały się wszelkie odcienie błękitu, połowicznie wykręciła do niego swój smukły łeb, opatrzony niby jelenimi rogami, kilkoma kolcami i matowo granatowymi łuskami. Choć nie patrzyła, zręcznie wymijała kolejne przeszkody na wydeptanej przez leśnych mieszkańców ścieżce, jak gdyby trwała w swoistej symbiozie z samą matką naturą czy też duchem tej puszczy.
- Po prostu się zamyśliłem. - odparł z typowym dla siebie pomrukiem, poprawiając zdrętwiałe nieco siedzenie na sztywnym z zimna siodle. Nie było ono dostosowane do ich potrzeb z braku odpowiednich narzędzi i zrozumienia niedawnego chlebodawcy. Z wieśniakami na czele, dla których widok smoka stanowił zapowiedź apokalipsy. Co dopiero mężczyzny zdejmującego z takowego gada miarę do wykonania rynsztunku...
- "Myślenie szkodzi wojakom." - skwitowała krótko. Smoczyca zesztywniała wpół kroku, unosząc głowę najwyżej jak mogła, podczas gdy siedzący na jej grzbiecie wojownik starał się przebić wzrokiem splątane, półnagie korony co bardziej wytrwałych drzew. Cichy, miarowy łomot wydał się im wręcz ogłuszający. Poznali go od razu. Tępy, z lekka furczący przez wibrujące od naprężenia grubych błon, ciężki, jakby ktoś usiłował pochwycić i związać łopoczący podczas sztormu żagiel. Smok. Bestia w jednej chwili przypadła do ziemi, by w następnej wystrzelić przed siebie w szaleńczym pędzie, niemalże gubiąc przy tym jeźdźca.




 
***

Skrzydła potężnych wrót z głuchym hukiem uderzyły klamkami o ściany, wpuszczając do środka legiony delikatnych zimowych tancerek, wraz z grubszymi odłamkami zbitego śniegu i lodu, wyrwanymi z dziedzińca. Łudząco ciemna, najeżona tu i ówdzie lśniącymi lazurem łuskami smoczyca ślizgiem na brzuchu wjechała do sali, w desperacji niemiłosiernie drapiąc pazurami i rogami posadzkę. Zatrzymała się jednak dopiero na schodach, boleśnie uderzając w nie łopatką oraz kikutem. Przy akompaniamencie brzęczenia licznych sprzączek przy butach, za smokiem wszedł do sali mocno ośnieżony, zgubiony podczas hamowania mężczyzna.
- ...a imię jej brzmiało "Dyskrecja". - burknął, strzepując z szerokich ramion kawałeczki lodu.



[zolaida.deviantart.com]

Imię: Aton
Nazwisko: Catvalder
Wiek: 35 lat
Rasa: Człowiek

Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Wysoki, kruczo włosy mężczyzna o skórze dość bladej, jak na wiedziony przez niego tryb życia, i typowej dla swojej rasy figurze w kształcie trójkąta. Dobrze zbudowane, acz z zachowanym umiarem, ciało znaczy kilka blizn, choć najbardziej widoczna jest ta przecinająca prawy kącik ust. Druga, tak szeroka jak długi jest mały palec, ciągnie się od prawego biodra do karku i sprawia swojemu właścicielowi niekiedy sporo bólu. Jego oczy nie posiadają określonej barwy, zmieniają się bez określonego powodu: od zimnego, bladego błękitu po głęboki atrament; zawsze jednak pozostają zamyślone, obojętne, jakby nic na świecie go już nie interesowało. Nosi się głównie w szarościach bądź czerniach, a długie rękawice i buty ze sprzączkami są poniekąd symbolem jego osoby.
Umiejętności: Samouk w dziedzinie posługiwania się włócznią i mieczem dwuręcznym; z otrzymanego w podejrzany sposób daru Magii Ognia umie korzystać w sposób znikomy.
Broń: Głównie składana włócznia krasnoludzkiej roboty bądź topornie wyglądający miecz dwuręczny wykuty ze stali o lekko błękitnej barwie.
Charakter: Choć jak większość rodaków lubi opowieści, sam nie sprawia wrażenia rozmownego i towarzyskiego. Nauczony trzymania się swojego stanowiska, próbuje ignorować sprawy, które go nie dotyczą bezpośrednio. Z czasem przylgnęło do niego miano "widma społecznego" z racji trzymania się na uboczu. Z pewnych powodów zagnany w nałóg tytoniowy, wciąż uznaje honor za rzecz niemal świętą i hołduje swoim zasadom.
Hierarchia: Wojownik, rzemieślnik.
Historia: Często sam odnosi wrażenie, iż jest zbyt długa jak na jedno, tak krótkie życie... Mieszkał w niewielkiej portowej wiosce, zbyt małej, by miała jakikolwiek znaczenie. Ledwo odrósł od ziemi, został posądzony o zabicie syna kowala. Wybierając między życiem a ukamienowaniem, uciekł na statek handlowy, "Chyżą Bryzę", gdzie spędził kolejne lata, piął się do rangi sternika i zwiedzał świat. Podczas jednego z rejsów, przypadkowo odkrywając, że ładunkiem są niewolnicy, celowo rozbił jednostkę na przybrzeżnych skałach zwanych Morskimi Zębami. Od niechybnej śmierci ocalili go rybacy z pobliskiego miasta. Imał się wielu zawodów, od pastucha i portowego robotnika po człowieka na usługach szlachty. Nie pomogło mu to uniknąć kar za samowolę. Postawiony przed sądem, jak większość skazańców wybrał wcielenie do armii zamiast szubienicę. Pierwszej i jedynej prawdziwej wojny w zasadzie nie pamięta, ten okres jak i następne lata zbiły się w niewyraźną masę, której ważniejsze momenty gdzieś umknęły; wtedy otrzymał dar Magii Ognia. Wspomnienia stają się wyraźniejsze dopiero od momentu, gdy wstąpił do wojsk walczącego o swoją pozycję lorda. Kilka miesięcy później zdezerterował. Wędrując w poszukiwaniu zatrudnienia, niemal doprowadzony do szaleństwa przez rozrywające czaszkę piski, przypałętał się do Ordo Corvus Albus, gdzie szachraj losu złączył go z Chrysanthe. Ten i inne incydenty wywróciły jego świat do góry nogami...


[shadowdragon22.deviantart.com]

Imię: Chrysanthe
Przydomek: Nocna
Wiek: Niewiele ponad 4 lata
Płeć: Samica
Rasa: Smok Nocy
Wygląd: Dość niska jak na smoka, jednocześnie groteskowo długa, co nadaje jej bardziej aerodynamiczny wygląd. Pokryta chropowatymi łuskami barwy głębokiego granatu, tu i ówdzie naznaczona jarzącymi się po zmroku jasnoniebieskimi plamami. Skrytość i płochliwość tej rasy spowodowały niemal zanik kolców, które w znikomych ilościach ciągną się od czoła do barków. Rogaty, wyposażony w krezy łeb zdobią przede wszystkim hipnotyzujące, surowe ślepia. Długi, biczowaty ogon pozbawiony jest jakichkolwiek wyrostków, które mogłyby służyć do obrony czy ataku. Jedyną pozostałością po skrzydłach są dwa sterczące w okolicy łopatek kikuty upalone na końcach.

Umiejętności: Braki w sile i umiejętnościach fizycznych rekompensuje mocą umysłu, co jest jej główną bronią. Przejawia potężne zdolności telepatyczne. Nie ukończyła szkolenia, dlatego też walki w zwarciu unika bądź ucieka się do podstępów. Zdarza się, iż widzi duchy.
Zdolności specjalne: Jest w stanie wydawać z siebie drażniący pisk o różnej częstotliwości.
Charakter: Pęknięta skorupa jaja odmieniła ją na tyle, by znacznie różniła się od rówieśników. Postrzega świat w sposób klarowny, dlatego zasłanianie prawdy stereotypami czy przesądami uważa za bezcelowe. Woli gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Rzadko pozwala wziąć emocjom górę nad rozumem. Wie, że kluczem do wszystkiego jest słowo, nie ma zbrodni bez rozkazu. Swoista dwoistość jej natury, bezwzględność i strachliwość, z czasem zlała się w jedno, tworząc z niej smoczycę z trudnym temperamentem, udzielającą rad bądź czasami pobłażliwą. Obracając się ostatnimi czasy wśród istot wszelkiej maści, przyswoiła sobie trochę ciętego języka. 
Hierarchia: Łowca
Historia: Okoliczności trafienia do hodowli Ordo Corvus Albus są pobieżnie znane tylko jej. W przeciwieństwie do innych niewyklutych braci i sióstr, nie czekała aż bratnia dusza odnajdzie się na drodze szczęśliwego trafu. Piszcząc poprzez czas i przestrzeń, w potwornych torturach, postanowiła sama go do siebie ściągnąć. Wyczuwając jego bliskość, a zarazem ledwo odróżniając rozmyte kontury przedmiotów, pokonała monumentalną siedzibę i wyskoczyła przez zbite okno na zabójczy ziąb. Związali się ze sobą i mogły być to ich ostatnie wspólne chwile, gdyby nie zaalarmowani członkowie Zakonu. Była najmizerniejszym z kilku smocząt, odstającym od reszty. Obawy wzbudzał fakt, iż umysł się zmieniał w zastraszającym tempie, lecz ciało prawie w ogóle. Powodowało to problemy podczas rozpoczynania szkolenia. Dopiero niedawne, smutne wydarzenie spowodowało jej gwałtowny wzrost, jak i utratę skrzydeł na rzecz innej wartości...

 

niedziela, 6 stycznia 2013

Wiatr zmian.


   Żywioł próbował zmieść z nieba tych, którzy tego dnia odważyli się przemierzać powietrzne szlaki. Wył z bezsilności w czarnych błonach, wprawiając je w basowe drżenie, nadymając jak żagle widmowego statku. Kłęby pary buchały z rozwartych nozdrzy w towarzystwie głuchych parsknięć.  Śnieżne spirale wpadały w grafitowe włosy jeźdźczyni dosiadającej bestię, szarpiąc je bez litości.
   Smok przechylił się łagodnie, by skierować lot ku płaskiej półce zbocza góry. Zamachnął wściekle skrzydłami, by poskromić potęgę podmuchu śnieżycy, napiął potężne ciało i opadł ciężko na skaliste podłoże pokryte grubą warstwą białego puchu. Wdrapał się wyżej, gdy tylna łapa ześlizgnęła się z oblodzonego kamienia, zrywając kawał skały, która potoczyła się po krzywiźnie, ostrzegając gromiącym krzykiem. 
   Zmęczone ślepia po raz kolejny spojrzały na surowe królestwo wysokich gór Yiale. Gniew natury zdawał się przypominać chaos panujący w Ich sercach...
- 'Nie ma ich, Mulkherze… Porwał je wiatr' – mentalny szept Almariel zagościł w przestrzeni smoczego umysłu, uprzedzając dotyk skrytej w rękawicy dłoni. Nie było żalu w jej głosie. Nie było oskarżenia. Tylko spokój... I smutek.
- ' „Kiedyś to musiało nastąpić, ammalvi. Taka jest kolej rzeczy... Coś się kończy, coś się zaczyna..." ' – nie czekając na odpowiedź, Czarny odepchnął się od zimnego ciała góry. Spadał chwilę w dół, bezwładnie, targany czystym jestestwem rozszalałego żywiołu, by zaraz poderwać się do lotu – „Zadecydowały i my musimy to uszanować… Podźwignąć się, ponownie…”


   Błękitnooka z trudem powstrzymała drżenie rąk. Spojrzała ostatni raz na Aerlin, której twarz znów zasnuła się woalą cierpienia. Kiedy los stanie się bardziej przychylny dla przyjaciół? Dla Ordo? Mulkher nie odważył się spojrzeć w spętane węzłem emocji oczy Jivrega. Podał mu jedynie wełniany kocyk oraz skromną ozdóbkę, w którą wplecione były białe pióra. To, co pozostawili po sobie Lhun i Nirin, zanim… Almariel wbiła drgający niespokojnie wzrok w drzwi komnaty XXXIV. Próbowała łapać się strzępków pozytywnych myśli. Miała nadzieję, że Erita i Luthien wzięły pod opiekę tę dwójkę… Że chronią ich młode życia… Wyciągnęła dłoń. Chude palce poczęły emanować bladoniebieskim światłem. Kolejna myśl… Być może przyszłość przyniesie ponowne pojednanie tej rodziny… Jednak teraz jej istota schowała się w cień... Niebo zaszło chmurami... Pięknie kaligrafowane literki, składające się na imiona tych, które stanowiły niegdyś trzeci filar Starszyzny, poczęły blednąć, zatapiać się w słojach jasnego drewna, jak w bezkresie piasków… W końcu zniknęły, a drzwi skrzypnęły cicho, zakleszczając łukowate przejście. Czy na zawsze?


   Wzrok demonicy już kolejny raz sunął po krótkim tekście, naznaczonym fiołkowym atramentem. Kobieta zwinęła pergamin w ciasny rulonik i obwiązała zdobnym, pozłacanym sznureczkiem. Westchnęła, zapatrzyła się w horyzont. Nie było dnia, gdyby nie myślała o swojej uczennicy. Biały kruk znów przybył z tą samą wiadomością. Kolejna nieudana próba kontaktu. Kolejna pora roku spowita ciszą… Traciła nadzieję, że Favill i Sarosh wrócą z rodzinnych stron, do których wyruszyli z pomocą Lilli, dawnej opiekunki dziewczyny. Wysłała następnego posłańca. Przysięgła sobie, że już po raz ostatni.
   Prawda dotarła do nich. Dopiero po długim czasie… Dopiero, kiedy wzrok przestał wypatrywać tych, którzy odeszli. Dopiero, gdy przypadkowy szelest przestał być nadzieją. Dopiero, gdy widok kruka-posłańca z wiadomością oznaczoną zakonną pieczęcią przestał napełniać niepokojem.
   Grawerunki komnaty I i II podzieliły los tych, które znaczyły drzwi XXXIV.
   Sala audiencyjna tym razem nie huczała od gorączkowych szeptów i gromkich oskarżeń. Jedyna wstęga głosu niosła ze sobą smutny sens nieoczekiwanych nowin. Gdy jej echo przebrzmiało, zgromadzeni poczęli się oddalać. By przyjąć do siebie otrzymane wiadomości, by przygotować się na zmiany. Do ostatniej chwili w ciszy.
   Mulkher  zagrodził drogę młodemu rodzeństwu. Skinął łbem na ich jeźdźców, dając znak, iż pragnie mówić z ich towarzyszami na osobności. 
- „Wy jesteście jedyną nadzieją dla Jivrega. Arsi, Eldarze… Życie poddaje was próbie. Pomóżcie mu. Inaczej… Nad nasze polany nadciągnie czarna mgła.”
   Tymczasem parę pięter niżej, tchnienie magii zdmuchnęło kolory z płaskorzeźby. Wizerunki trzech par poszarzały, stopiły się z gładkim tłem białego alabastru, by zakończyć kolejny z rozdziałów Ordo.


[Od dziś Starszyznę stanowią dwie pary. Niestety Erita&Luthien, Nirin&Lhun i Favill&Sarosh opuszczają Zakon. A my zaczynamy od nowa. Mam nadzieję, że już od teraz będzie dobrze :) Pozdrawiamy.]

Nowy świt.

   Macki martwych drzew sięgały ku górze i splatały się ze sobą, tworząc mroczny baldachim, przez który światło nie miało prawa się przedrzeć. Ogromne, ciemne pnie obrośnięte były gdzieniegdzie jedynym źródłem światła - luminescencyjną naroślą, przypominającą mech. Bose stopy ostrożnie stawały na splątanych korzeniach, stanowiących nierówne podłoże, pozostawiając za sobą krwawe ślady. Lepka cisza otulała z wszystkich stron, wlewając się do gardzieli, dusząca i dławiąca. Uczucie samotności i przerażenia zjawiło się nagle, rzucając się łakomie jak bestia na nieostrożne dziecko.
   Du-dum.
   Pojedyncze bicie serca wstrząsnęło przestrzenią. Kropla potu spłynęła po skroni, znacząc skórę chłodną ścieżką. Szeroko otwarte oczy szaleńczo wodziły spojrzeniem po przestrzeni. Cienie zdawały się drgać i wić, jakoby żyły własnym życiem. Pełzły po plątaninie korzeni. Coraz bliżej.
   Du-dum.
   Cieszę wypełnił natarczywy dźwięk, tysiącem igiełek wbijając się w delikatne ciało. Chorobliwy, ostateczny jęk drzew, zamknięty w ich pustych wnętrzach, teraz powoli wydostawał się na zewnątrz. Cienie się zbliżały, a wraz z nimi odgłos niezliczonej ilości odnóż. Tak naprawdę cień był wijącą się masą drobnych, segmentowych owadów o długich ciałach, podobnych do stonóg.
   Du-dum.
   Czuła się osaczona. Drzewa chyliły się, wyciągając doń swe martwe szpony. Pierwsze insekty znalazły się u zakrwawionych stóp, łapczywie pijąc posokę. Wydostał się z niej zduszony, acz przeciągły skowyt, jaki wydaje przerażone do cna zwierzę. Już po chwili poczuła na skórze nieprzyjemne, drażniące ciałka, które z niezwykłą szybkością poczęły wspinać się coraz wyżej. Dławiąc się łzami i własnym głosem, chciała je strząsnąć z siebie, uciec, zrobić cokolwiek, ale nie mogła się ruszyć. Posąg cierpienia. Owady dotarły do otworów ciała, już po chwili wlały się do gardła, przedostały pod skórę, rozrywając i pożerając każdą napotkaną tkankę.
    ZABIERZ MNIE STĄD!
   *
   -" Odejdźcie, demony snów!" - Spiżowy głos rozbił świat koszmaru na drobne kawałki.
   Kobieta przebudziła się gwałtownie, łapczywie chwytając haust powietrza. Wspomnieniami nadal była tam, w martwym lesie, lecz ciepły oddech, pachnący wrzosem i lekką nutką siarki, przegonił je konsekwentnie, a lekkie szturchnięcie w ramię zwróciło uwagę kobiety. Z ulgą spojrzała w zatroskaną toń fiołkowych ślepii, a dłoń położyła na pysku, gładząc drobne, miękkie łuski.
    -" Zawsze będę przy tobie" - odezwał się głos w umyśle czarnowłosej.
    - Wiem - wyszeptała, kładąc policzek na nosie smoczycy i westchnęła z ulgą. -  To jedyna rzecz, której jestem pewna w życiu.
   Chwila słabości minęła.

~***~

(lleayhe.deviantart.com)

Imię: Rossitiana.
Nazwisko: Amentiae.
Przydomek: Było ich równie wiele, co zakątków, w których się zjawiła. Dwa z nich pozostały na dnie pamięci, Córka Świtu i Czarna Orchidea, nadane przez postaci, zagubione w wirze przeszłości.
Wiek: Kiedy mija tysiąclecie, nie celebruje się już każdego przeżytego roku. Szacuje go jednak na ponad 1550 zim.
Płeć: Kobieta.
Rasa: Wierząc słowom smoczycy, trudno to określić. Urodzona jako elfka starożytnego rodu, mianujących siebie Rhan'Ethai, w wolnym tłumaczeniu elfów Lasu Światła, jednakże później przemieniona w upadłego anioła. Podobno niegdyś dostał się do jej krwi wampirzy jad, którego parę kropel zostało. Przeszła jeszcze jedno przeobrażenie, pod wpływem dotknięcia Siódmej, która uleczyła kruche, osłabione ciało.
Opis wyglądu: Zdawać by się mogło, że nie wyróżnia się z kolorowego tłumu osobliwości, jaki zawsze można spotkać w większych miastach i przydrożnych karczmach. Na zwykłej, szczupłej twarzy o delikatnych rysach nawet cienka blizna na prawym policzku nie przyciąga uwagi, w przeciwieństwie do lekko skośnych, jadeitowych oczu. Niekiedy zamglone, innym razem przeszywające, wciąż jednak lśniące tym niezwykłym blaskiem, który świadczy o elfim pochodzeniu. Blaskiem gwiazd odbitych nocą na powierzchni stawu. Jasna, porcelanowa wręcz cera kontrastuje z długimi kosmykami włosów o kolorze kruczych skrzydeł, które przeważnie związuje rzemykiem. Zawsze jednak wydostanie się kilka niesfornych pasm, targanych przez pęd powietrza. Ma smukłą, acz wyćwiczoną sylwetkę o kobiecych kształtach. Niewielu wie, że od kostki prawej nogi, aż po kark biegnie nieco czerwona blizna, niczym po oparzeniu, swym fantazyjnym wzorem obiegając niemalże całe ciało. Skrywa ją pod użytkowymi strojami, podkreślającymi kształt ciała, acz niekrępującymi ruchów. Suknie zaś zakłada jedynie odświętnie. Odzienie ma jedynie w odcieniach zieleni oraz brązu. Nigdy nie zdejmuje z szyi pewnego amuletu, chowając go jednak przed natarczywym wzrokiem innych. W podróży i podczas zwykłych wędrówek otula się płaszczem w ciemne, szaro-brązowo-zielone plamy, na którym strzępem odbił się czas. Przy umiejętnym sposobie poruszania się służy jako świetny kamuflaż przed nieuważnym spojrzeniem. Nie rozstaje się z mieczem przytroczonym do pasa, w zwykłej, czarnej pochwie bez zdobień, a także sakiewką. W wysokich cholewach skórzanych butów chowa dwa noże do rzucania.
Umiejętności: Od urodzenia przypisaną jej jest magia natury, w której aurze się wychowała, nasiąkając niczym gąbka. W pewnym momencie życia pobierała nauki o mrocznej stronie magii, której zadzior w sobie odkryła, lecz skupiła się na swych naturalnych predyspozycjach, niekiedy tylko powracając do dawnych praktyk. Mocą posługuje się głównie instynktownie, dlatego niekiedy wydaje się być nieokiełznana i zaskakuje w najmniej odpowiednim momencie. Wciąż nie do końca wie, jak daleko może zajść. Nabyła co prawda doświadczenia przez lata życia, lecz w walce bardziej ufa swej klindze i ciału, śmiertelnemu tańcu ostrza, przesyconego własną elektryzującą magią. Z łukiem natomiast radzi sobie na niezbyt wysokim poziomie.  nabyte poprzez lata życia. Posiada również całkiem sporą wiedzę na temat ziołolecznictwa i roślin, jak również wyszkolenie jeździeckie. 
Broń: Łuk refleksyjny zabiera ze sobą na łowy i zwiady, zrobiony własnoręcznie ze złączonych magią różnych rodzai drzew i zwierzęcych jelit. Miecz Samray'en towarzyszy jej od dawna, a historia, jak trafił w ręce kobiety została zapomniana. Wykuty przez elfów nieznanego rodu, o rękojeść zdobna stylizowanej na smoka, dlatego zwany jest potocznie Jaszczurką. Na klindze specyficznego kształtu wyryte zostały runiczne słowa, wiążące w sobie moc. Posiada zazwyczaj też dwa, zwykłe stalowe noże do rzucania.
Zdolności specjalne: Szept drzew nie jest dlań jedynie niezrozumiałą pieśnią, lecz innym językiem, w który się od zawsze zgłębiała.
Charakter: Trzyma się zazwyczaj na uboczu, nie lubi znajdować się w centrum uwagi, gdyż najzwyczajniej ją to peszy i krępuje. W jej naturze kryje się pewna nostalgia i powaga, które zazwyczaj kryją się pod pozorem obojętności w zielonych oczach. Mimo życia na uboczu, ceni sobie rozmowy i towarzystwo  interesujących person. Uważnie obserwuje nowe rzeczy i wciąż się uczy świata, czy to sztuki przetrwania, czy sposobu osiągania celów, tudzież zwykłej manipulacji. Zazwyczaj jest uprzejma i zdystansowana w stosunkach z innymi, a nieznajomym nie ufa. Potrafi jednak zaszaleć i dobrze się bawić, w szczególności w towarzystwie dobrego trunku, lub po prostu gdy nadejdzie ją odpowiedni nastrój i ochota. Opanowała ogień gniewu, który jeśli zapłonie, jest chłodniejszy niźli trzewia gór Yiale. Co rzadkie w dzisiejszym świecie, oplecionym mackami nieprawości, stara się być na przekór temu być honorowa i pomocna, by chociaż trochę zmienić ten padół na lepsze. Przy okazji, tępiąc zło zarabiała na siebie. W głębi ma wrażliwą naturę, której już niemalże nikt nie dostrzega, choć to ona sprawia, że nie potrafi zabić niewinnego stworzenia, nawet za cenę głodu. Z drugiej strony zabija z zimną krwią winnych, chociaż zazwyczaj nie atakuje pierwsza. Ma swoje zasady i stara się, by one wytyczały dalszą ścieżkę jej życia. Ceni sobie niezależność, obawia się jednak słabości własnego ciała, a także przeszłości, w którą stara się nie zgłębiać, czekając, aż kawałki szklanego witrażu powrócą samoistnie na swoje miejsce w formie retrospekcji. Świadoma jest jednak, że wciąż czeka ją jedna ostateczna konfrontacja, przed którą nie ucieknie. Można by rzec, iż jest introwertykiem.
Hierarchia: Pragnie zająć miejsce Zwiadowcy. Pośredni.
Historia: Wspomnienia zostały przesłonięta gęstą mgłą mgłą, przez którą jedynie od czasu do czasu potrafią przebić się obrazy z przeszłości, wyszarpnięte przez pewne miejsca, osoby, bądź przedmioty, wiążące się z minionymi czasami. Spytana o pierwsze zapamiętane chwile, nie potrafi ich określić i skonsternowana, odwraca spojrzenie, kierując je w nieokreślony punkt. Wydaje jej się, iż od zawsze podróżuje po Killinthorze, zatrzymując się jedynie na jakiś czas w różnych miejscach. Pracowała jako najemnik, wykonywała zlecenia ludności różnego stanu, od chłopów i biedoty po możnych tego świata. Zazwyczaj jednak omijała wszystkie Zakony, chociaż wiele o nich słyszała, a gdy chciała odwiedzić jeden z nich, bądź spotkać innych smoczych jeźdźcow, Elayna konsekwentnie wybijała te pomysły z głowy kobiety. Czasem, zmęczone dotychczasowym życiem, zaszywały się razem w jakowejś puszczy i wiodły proste życie, odwiedzając zapomniane plemiona, ucząc się od nich, dopóki nie zapragnęły wyruszyć w dalszą drogę. Włóczyły się, dopóki nie dotarły w ten region świata, gdzie mieści się Ordo Corvus Albus. Wywołał on w kobiecie silne uczucie, którego nie potrafiła nawet nazwać, jakby tutaj mogła znaleźć kolejne fragmenty swej układanki. Przypomniała sobie jedynie jego nazwę i szelest kruczych skrzydeł. Pomimo wstępnego protestu Elayny, namówiła ją na zatrzymanie się w tym miejscu, by zamieszkać wśród podobnych sobie, wśród smoczych jeźdźców, z którymi czuła subtelną nić więzi, nawet jeśli ich sobie jeszcze nie przypominała. Przez niektóre postaci została powitana w dość nieoczekiwany sposób, zaś wydarzeniu temu towarzyszyła aura konsternacji. Mimo to, ostrzeżona wizją Favill, postanowiła nie dopytywać, pozostawiając bieg wydarzeń Przypadkowi.


(vampireprincess007.deviantart.com)

Imię: Elayna.
Przydomek: Fioletowołuska, pieszczotliwie Diamencik.
Wiek: Nieco młodsza od towarzyszki swego serca, około 1500 lat
Płeć: Samica.
Rasa: Wywodzi się z królewskiej linii smoków Diamentowych, zwanych smokami Fioletowego Diamentu. Nie mylić z ametystem. 
Opis wyglądu: Jest dość sporych rozmiarów, jednakże nie wybija się spośród swych pobratymców. Fioletowe łuski zdają się być wykonane z diamentów o mętnej konsystencji, nadającej im barwę wrzosu. Zazwyczaj są matowe, lecz zroszone deszczem lśnią delikatnym blaskiem. Jak u każdego wojownika, ciało smoczycy zdobi sieć blizn, skrytych jednak przez łuski, które zregenerowały się z czasem, chowając pamiątki pod sobą. Można je jednak zauważyć na brzuchu i piersi bestii, jeśli uważnie spojrzeć. Nie posiada również jednego z pazurów, u lewej tylnej łapy. Błoniaste skrzydła o dużej rozpiętości zdają się być zrobione z grubego pergaminu, na poły prześwitującego, jednakże jak na smoka przystało, są niezwykle wytrzymałe. Końce błon miejscami są postrzępione i nierówne, co jednak wciąż nie przeszkadza w locie, chociaż miejsca te są bardziej wrażliwe. Łeb smoczycy zdobią dwa proste rogi, zaś na jednym z nich lśni złota obręcz, niemalże wrośnięta w kość. Z linii kręgosłupa wyrastają kolejne kościane kolce, niektóre jednak uszczerbione. Ślepia Elayny jarzą się fiołkowym blaskiem, zazwyczaj ciepłym i przyjaznym, z pewną dozą nostalgii.
Umiejętności: Została wyszkolona bojowo, lecz dopiero wiele lat i blizn zajęło jej dopracowanie i opanowanie tych oraz nowych umiejętności. W całym jestestwie Elayny drzemie ogromny pokład mocy, lecz prawdopodobnie nie istnieją już osobniki jej gatunku, by pokazały smoczycy jak ją zbudzić i odpowiednio spożytkować. Zionie ogniem barwy purpury i szkarłatu, zawierającym w sobie również sporą dozę magii.
Zdolności specjalne: Pomimo czasu, jaki przeżyła, wciąż pozostają zagadką. Wiadomo jednak, że jej łzy są silnie przepełnione esencją magii, a także posiada zdolność szybkiej regeneracji, obejmującą również łuski.
Charakter: Jest z pewnością bardziej opanowana niż jej jeźdźczyni, która szybciej potrafi dać ponieść się emocjom i jest bardziej mściwa. Mimo, że jest młodsza, to opiekuje się Rossitianą, jak to kobieta robiła, podczas gdy ona była jeszcze smoczęciem. W tym związku stara się być głosem rozsądku. Elayna to bestia przyjazna i uprzejma, pełna matczynego ciepła. Jest ugodowa i zazwyczaj woli pójść na kompromis, spory rozwiązując dyplomatycznie, lecz potrafi się uprzeć i postawić na swoim. Potrafi przyznać się do popełnionych błędów i umie przebaczać. Najtrudniej jej jednak przychodzi wybaczanie sobie samej, wciąż ma żal do siebie o niektóre swe decyzje i wydarzenia z przeszłości. Troszczy się o bliskich, przez co zmartwienie zazwyczaj przyćmiewa naturalny blask jej ślepii. Często można dostrzec, jak o świcie bądź zmierzchu przesiaduje na tarasie, zapatrzona w horyzont i zagubiona w świecie własnych myśli. Wydarzenia z przeszłości odbiły się w jej jestestwie, niekiedy w jej ślepiach na ułamek sekundy można dostrzec ten ocean pustki i rozpaczy, co kryje się na dnie serca. Po chwili jednak wrażenie to zniknie, schowane zwykłym, ciepłym blaskiem i lekkim uśmiechem.
Hierarchia: Zwiadowca oraz Pośredni.
Historia: Nie opowiada o niej, bowiem zaprzysięgła kryć sekretu przeszłości swym życiem, w szczególności przed samą Rossitianą. Jedynie gdy kobieta sama odnajdzie fragment roztrzaskanych wspomnień, smoczyca może potwierdzić jego prawdziwość. Może jednak skrycie zdradzić, że niegdyś, jeszcze przed nastaniem Ciemności, która rozdzieliła je na długi czas, wiodły życie w Zakonie Smoczych Jeźdźców, zwanego później Zakonem Światła Mroku. Gdy nadszedł Mrok, wszystko zdawało się skończyć na zawsze, jednakże Elayna zdołała resztkami sił odnaleźć siebie, by następnie pomóc się wydostać swej jeźdźczyni. Długo trwało, nim doszły do siebie, lecz wreszcie na zgliszczach odbudowały razem Ordo Luce Tenebris, sprawując nadeń pieczę wedle swych sił. Niestety, nic nie trwa wiecznie i znów nad owym Ordo, życiem tej pary oraz ich bliskich zawisły burzowe chmury. Jedno zdarzenie było katalizatorem, które pociągnęło za sobą fatalne skutki, które spowodowały utratę pamięci Rossitiany. Rozpoczęły niemalże całkowicie nowe życie, zaś Ely pełniła rolę Strażniczki, bacząc, by napotkawszy znajomych z przeszłości, nie stała się katastrofa. Aż w końcu wiatr przeznaczenia tak pokierował jej skrzydłami, że trafiły tu, do Ordo Corvus Albus, gdzie pragną ukoić swe dusze i poskładać do końca witraż wspomnień.


[ KP obydwu postaci dość znacząco zedytowałam, co już w sumie dawno powinnam zrobić, bo się coraz bardziej nie zgadzała z postaciami, haha. Właściwie wciąż jeszcze nie jest idealna, trudno uchwycić ich charakter i tak po prostu spisać. W każdym bądź razie, jest lepiej. ]

Sypał śnieg...


Śnieg rozpadał się w najlepsze. Ścięty przez mróz, skrzypiał lekko towarzysząc ich krokom. Białe, sporej wielkości płatki śniegu rozpuszczały się kiedy dotykały zielonych łusek, po czym pod wpływem ruchu łączyły się z innymi kroplami i spadały na ziemię. Zupełnie inaczej zachowywały się te, które spadły na płaszcz Aerlin, którego materiał pokrywał się białym puchem coraz gęściej.
Szli bez specjalnego celu, przed siebie podziwiając pokryte drzewa. Prawie się do siebie nie odzywając. Nie potrzebowali tego dzisiaj, wystarczyła wspólna bliskość z dala od harmidru panującego czasem w Zamku. Wokół nich pojawiły się sarny, stado dobrze przez nich znane, które nimfa często odwiedzała. Ale tym razem coś było inaczej. Zwierzęta sprawiały wrażenie jakby na nich czekały, szybko podeszły do Aerlin i kilka z nich zaczęło trącać nosami jej rękę ponaglając ją do szybszego marszu. Od razu wiedziała, że coś się stało, nie potrzebowała nawet się z nimi komunikować. Spojrzała na Jivreg’a, a ten skinął do niej głową. Przyśpieszyli kroku idąc za zwierzętami.
Nie musieli iść daleko, na niewielkiej polanie stała reszta stada, a w środku jedna z saren wraz z młodym jelonkiem, który urodził się tej wiosny. Pozostałe zwierzęta trącały młodzika opiekuńczo nosami, jakby chciały dodać mu otuchy. Nimfa podeszła ostrożnie i wtedy zobaczyła… Tylna noga jelonka wykręcona była pod dziwnym kątem, a przebita skóra odsłaniała ukrychniętą kość i zakrzepłą krew. Młodzik musiał poślizgnąć się na lodzie, lub złamał nogę w czasie jednej z zabaw. Jego matka lizała go uspokajająco po głowie. Sarny odsunęły się robiąc miejsce Aerlin, która powoli podeszła do małego i delikatnie dotknęła jego nogi. Wydał z siebie pełny bólu pisk. Nimfa zmarszczyła brwi i odwróciła się do Jivreg’a.
-Będziesz musiał mi pomóc.- Skinął jedynie głową zgadzając się. Podszedł do niej bliżej, sarny nawet się nie poruszyły. Wiedziały, że oni pomogą, znali ich przecież...
Aerlin ponownie dotknęła nogi zwierzęcia, jednocześnie wysyłając uspokajające impulsy, wyszeptała również zaklęcie uśmierzające ból. Wiedziała, że będzie potrzebowała sporo mocy, by naprawić zarówno kość jak i rozerwane tkanki, dobrze by było, żeby jelonek się położył i usnął, a ona mogła spokojnie się skupić. Rozłożyła swój płaszcz i wprowadziła na niego młodzika. Delikatnie go położyła i uśpiła kolejnym zaklęciem. Trzeba było działać jak najszybciej. Jej palce dłoni rozjaśniły się szmaragdowym blaskiem, a ona zaczęła szeptać zaklęcie po zaklęciu…
Śnieg padał coraz gęściej, zwierzęta wpatrywały się w nich kasztanowymi oczami trwając w oczekiwaniu. Ale oni nie zwracali na to uwagi połączeni mocą,  pogrążeni w hipnotyzującym szepcie zaklęć nimfy…




[http://enayla.deviantart.com/art/Nightly-Forests-559246]


Imię: Aerlin
Wiek: 1534 lata
Płeć: Kobieta
Rasa: Nimfa leśna
Pochodzenie: Dol Blathanna
Opis wyglądu: Zwiewna, wręcz ezoteryczna. Zawsze boso w lekkich,długich sukienkach. Kiedy robi się zimno, dodatkowo zakłada cieplejszy płaszcz,mimo że będąc nimfa nie jest bardzo wrażliwa na warunki atmosferyczne. Gdy chodzi wygląda jakby unosiła się nad powierzchnią ziemi, jest pełna wdzięku i gracji co widać zwłaszcza w gestach i ruchach. Posiada dwa delikatne, motyle skrzydła, które w czasie zdenerwowania lekko drgają, czego Aerlin nie jest w stanie kontrolować. Włosy długie, ciemno-brązowe, proste reagujące na każdy powiew wiatru czy ruch powietrza, oczy mają kolor kasztanowy, w kształcie podobne do sarnich. W oczach odbija się doświadczenie i echo przeszłych zdarzeń, często bardzo bolesnych.
Umiejętności: Posługiwanie się Białą Magią, jest to jedyna forma walki jaką się posługuje.  Porozumiewanie się z zwierzętami wszelkiego rodzaju, często można ją spotkać w lesie przy stadzie saren, które w szczególności sobie upodobała i piastuje nad nimi opiekę. Posiada rozległą wiedzę w dziedzinie roślinności, zna właściwości i działanie ziół i różnych mieszanek. Naparami często męczy osoby w swoim otoczeniu. Almariel odczuła to na własnej skórze po złamaniu jednego ze skrzydeł. Aerlin posiada również wiedzę na temat wielu trucizn, jednak jeśli chodzi o zioła nie uznaje siebie za specjalistkę i lubi konsultować swoją wiedzę z Sir’cą.
Broń: Magia Natury. Nie nosi przy sobie żadnej broni białej, ani miotającej.
Zdolności specjalne: Posiada rozległą wiedzę z dziedziny magii leczącej. Zna wiele zaklęć, które natychmiast łączą naczynia krwionośne i rozerwaną tkankę, tamują krwawienie. Wymagają one jednak wiele wysiłku i mocy, jednak nimfa nigdy nie waha się kiedy trzeba komuś pomóc.
Charakter: Spokojna i opanowana. Zawsze chętnie wysłucha i służy radą. Doskonała negocjatorka i obserwatorka, wyczulona na uczucia innych, bez trudu z reakcji i mowy ciała wyczytuje emocje i nastroje swoich rozmówców. W każdym szuka dobrych cech, ale gdy chodzi o obronę bliskich nie zawaha się użyć swojej mocy w ich obronie.  Z początku nieufna i skryta, nie okazuje emocji, zazwyczaj zachowuje powagę wstydząc się spontanicznie pokazywać uczucia. Trzeba czasu by uzyskać jej zaufanie. Często zamyślona, z lubością oddaje się obcowaniu z lasem, gdzie spędza większość swojego czasu.
Hierarchia: Starszyzna, Nauczyciel, Medyczka, Mag Natury.
Historia: Urodziła się i wychowała wśród innych nimf leśnych w Dol Blathanna. Dzieciństwo i młodzieńcze życie spędziła wśród sióstr, pędząc między koronami drzew i skrywając się w sercu doliny, z dala od wszelkich niepowołanych oczu. Tam, gdzie nikt nie dotarł i nikt nie zakłócał ich spokoju, mogły pomagać zwierzętom, doskonalić umiejętność komunikacji z nimi, ale również zgłębiać tajniki roślinności. Z czasem jednak, kiedy Aerlin była już dorosła, zaczęło doskwierać jej poczucie niespełnienia i niedosytu. Wiele czasu zajęło jej dojście do wniosku, że nie chce takiego życia, nie chce ograniczać się do Dol Blathanna i pragnie poznać otaczający ją świat, poznawać nieznane… Uciekła więc od swojej rodziny, jednocześnie skazując się na dożywotnią banicję, gdyż nimfy uważały świat zewnętrzny za skażony i nikt kto tam się udał nie miał prawa powrotu. Początkowa euforia zmieniła się w obawę, a później strach. To co na początku fascynowało, zaczęło ją przerażać. Błąkała się więc po okolicy, bez celu sama do końca nie wiedząc co ma teraz począć i gdzie się podziać. I wtedy na jej drodze pojawił się Jivreg. Obserwowała go jakis czas, zanim zdecydowała się mu ujawnić. Sprawiał wrażenie tak samo zagubionego jak ona, tak samo jak ona silnie był związany z lasem. Nigdy wcześniej nie widziała smoka, słyszała jednak opowieści... Kiedy postanowiła wyjść spomiędzy drzew i ich spojrzenia się spotkali, wtedy obydwoje zdali sobie sprawę z tego że już nigdy siebie nie opuszczą i oto właśnie odnaleźli swoje brakujące połówki duszy. Od tamtej pory są nierozerwalni. Długo błąkali się wśród krain, unikając jakiegokolwiek kontaktu z innymi istotami, aż trafili do Ordo Luce Tenebris, gdzie znaleźli dom. Długo oswajali w sobie niepewność i niepokój będąc wśród innych istot, tak bardzo różniących się między sobą, gdzie każda posiadała inną aurę i umiejętności. Z czasem zostali nauczycielami, by swoją wiedzę przekazywać młodzikom i szkolić nowe pokolenia smoczych jeźdźców. W czasie jednej z wypraw do Lasu Driad, Aerlin rozpoznała w Sir’ce pragnienie, które ją samą popchnęło do opuszczenia rodzinnych stron. Przy pomocy Jivreg’a przekonali Matkę Driad, by pozwoliła im ją zabrać. Takim sposobem zabrali ze sobą młodą driadę, która znalazła w Zakonie swoje przeznaczenie. Po nastaniu Ciemności, Aerlin wraz z Jivregiem i jajem, w którym skrywała się Arsi, musieli długo ukrywać się w najgłębszych zakamarkach lasów, uciekać przed wrogami. Powrócili do Ordo, jednak nie zagościli tam zbyt długo. Odeszli i ponownie skryli się w głębi lasu czekając na wiadomość mówiącą o szansy na ponowne stworzenie Zakonu. Po dotarciu na miejsce okazało się, że czekają na nich Almariel wraz z Mulkherem, a po dołączeniu Erity i Luthien założyli Ordo Corvus Albus i sprawują nad nim pieczę po dziś dzień.




[http://drakainaqueen.deviantart.com/art/Forest-Dragon-308324647]

Imię: Jivreg
Wiek: 1852 lata.
Płeć: Samiec
Rasa: Smok leśny
Pochodzenie: Las Amell
Opis wyglądu: Cały zielony, pokryty łuską. Jego głowę zdobią przypominające wachlarze krezy jak również dwa okazałe rogi, wzdłuż cienkiego i długiego ogona natomiast ciągnie się rząd ostrych kolców. Kiedyś koniec ogona zdobił ostry grot, który skutecznie mógł służyć jako broń w walce, jednak po ostatnich wydarzeniach Jivreg go zdjął. Z każdego łokcia wystają trzy długie kolce. Rozłożyste skrzydła pozwalają prawie bezszelestnie szybować wśród chmur, złożone ciasno na grzbiecie nie przeszkadzają poruszać się wśród koron drzew.
Umiejętności: Potrafi przywoływać różne zwierzęta i się z nimi porozumiewać, jednak nie jest to tak zaawansowane jak w przypadku Aerlin. Kiedy jest w radosnym nastroju wyczarowuje drobne, świetliste punkciki, które kieruje w konkretnym kierunku lub pozwala im swobodnie szybować w powietrzu.
Broń: Magia Księżyca. Oprócz tego potrafi doskonale walczyć w bezpośrednim starciu, umiejętnie korzystać z kłów i pazurów.
Zdolności specjalne: Jivreg potrafi zmieniać kolor łusek, upodabniając go do otoczenia, co sprawia, że jego kamuflaż jest perfekcyjny. Potrafi czerpać siłę z mocy otaczającego go lasu jak również wykorzystywać magiczną moc Księżyca, zwłaszcza w noce kiedy jest ona dobrze wyczuwalna.
Charakter: Zazwyczaj spokojny i rozważny, w życiu starał się kierować przede wszystkim mądrością i opanowaniem. Tak jak Aerlin wiele przeżył co odbiło się piętnem w jego duszy. Nie zawaha się działać w obronie bliskich. Zawsze starał się być ostrożny w postępowaniu i osądzaniu, jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że łatwo wpada w irytację i gniew, który musi nieustannie kontrolować. To co dotknęło jego rodzinę, sprawiło że zwątpił w samego siebie widząc jak szybko odrzucił wartości, którymi kierował się do tej pory. Jego wątpliwości sprawiły, że chciał zrezygnować z funkcji jednego z Przywódców  odejść z Zakonu.
Hierarchia: Starszyzna, Nauczyciel, Mag Natury, Zwiadowca.
Historia: Urodził się w lesie Amell, jako jeden z dumnych, dzikich leśnych smoków. Tam dorastał w szczęściu i dostatku wśród swoich pobratymców, i tak pewnie spędziłby resztę życia. Jego rodzina została napadnięta przez bandę, która poszukiwała ciekawych okazów zwierząt by później sprzedać bogaczom za porządną cenę. Jivreg, jako ten który walczył najbardziej zaciekle, został wzięty w niewolę i wywieziony za granice swojego lasu. Po kilku dniach, dzięki umiejętnościom, przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekł, nie potrafił już jednak wrócić w swoje rodzinne strony. Błąkał się ładnych kilka dni zanim nie spotkał Aerlin. Jak tylko ją zobaczył, wiedział że będzie się nią opiekował do końca swoich dni i to właśnie ona zastąpi mu utraconą rodzinę. Dalsze losy powiązane są ściśle z losami nimfy. W Ordo Luce Tenebris związał się z Luthien, smoczycą niesamowitej urody i gracji. Dzięki ich miłości na świat przyszło ich potomstwo: Arsi, Eldar i Lhun. Opiekowali się nimi dopóki nie nastały mroczne czasu Ciemności i rodzina została rozdzielona. Zabrał jajo Arsi i ukrył się wraz z Aerlin w głębi lasu, z dala od świata. To był dla nich trudny okres, a małe smoczątko potrzebowało wiele uwagi i ochrony. Jivreg poczynił wszelkie  starania by Arsi otrzymała odpowiednie nauki i szkoliła swoje umiejętności tak, by mogła dać sobie radę kiedy jego przy niej zabraknie. Przekazał jej prawie całą wiedzę odnośnie zwierząt i roślin, nauczył trudnej sztuki kamuflażu i walki. Smoczyca szybko rosła i równie szybko się uczyła. Była już dorosła, kiedy udali się w odległe góry by utworzyć Zakon Białego Kruka. Cała rodzina była ponownie razem, a Arsi miała wreszcie prawdziwy dom. Jivreg wiele czasu poświęcał organizowaniu nowego Ordo, coraz mniej czasu poświęcając swoim bliskim. W wirze nowych obowiązku nie zauważył kiedy córka się od niego odsunęła, a synowie prawie go nie znali. Kiedy Arsi została pojmana przez Łowcę, o czym dowiedzieli się od Eldara, wpadł w wściekłość. Kiedy odnaleźli ranną smoczycę i Triv’a, w szale o mało go nie zabił, szczęśliwie powstrzymany przez  Mulkhera. Kiedy dowiedział się, że to właśnie Łowca jest wybrany przez smoczycę, udał się na tereny Ordo Luce Tenebris by uciec przed własnym gniewem. Od tamtej pory nie może pogodzić się z tym faktem, jak również doskwiera mu to, że o mało nie zabił własnej córki, zabijając Triv’a. Chciał odejść z Ordo i zrezygnować z opieki nad nim, jednak rozmowa z przyjaciółmi powstrzymała jego zamiary. Od tamtej pory stał się porywczy i łatwo można go rozgniewać. Całej sytuacji nie pomaga fakt, że jego syn Eldar buntuje się i oskarża go o zbytnie zajmowanie się Arsi. Dlatego Jivreg’a coraz częściej nawiedzają myśli, że nie podołał roli ojca i ma wyrzuty sumienia, że nie potrafił całej trójce stworzyć kochającego i bezpiecznego domu, gdzie mieliby szczęśliwe dzieciństwo.