piątek, 22 lutego 2013

Awanturnicy

 Ten las był niedaleko miasta Ateria, tyle pamiętał z mapy, którą kiedyś posiadał. Nie obchodziła go bliskość twierdzy, jedynie obecność celu jego wędrówki. Przedzierał się przez zarośla jakieś sto, może dwieście metrów przed nim. Tyle miesięcy wędrówki. Był na wyciągnięcie ręki.
 Ściągnął strzałę wraz z mistrzowskiej roboty łukiem, gdy spomiędzy drzew wypadł jakiś stwór i zarył w zamarzniętej ziemi. Przeskoczył go bez większych problemów i pomknął dalej. Nie przypatrywał się bardziej, zarejestrował jedynie, iż miał skrzydła, rogi i łuski - nie widział potrzeby wiedzieć więcej. Sądząc po gamie odgłosów, nad którą górował gardłowy bas, w charakterystyczny sposób wprawiający powietrze w wibracje, stwierdził, że jego towarzysz nie ma problemów z nieprzewidzianymi gośćmi, bawi się z nimi. Niektóre dźwięki, prócz przypominających pościg, przywodziły mu na myśl nadeptywanie ogona.
 Na tle buchających miedzy drzewami płomieni dostrzegł cień ludzkiej sylwetki. Cięciwa skrzypnęła cicho, kiedy naciągał pocisk. Biegł, nie celował specjalnie, wystrzelił. Świadomość, że trafił nadeszła wcześniej niż stłumiony jęk. Więcej go nie obchodziło...
 Wskoczył na wystający głaz i rozejrzał się wokół. Dostrzegł go, w dole. Pędził krawędzią wysokiego brzegu rzeki. Mężczyzna wyglądał na kupca: czerwona czapka przechylona na bok na tutejszą modłę; długa czerwono-złota kamizela narzucona na luźną koszulę; bryczesy obwiązane rzemieniami.
 Przymierzył się do strzału, lecz odpuścił. Za dużo kamieni, za którymi cel się schowa. Warknął pod nosem, po czym zeskoczył na brzeg i pognał za mężczyzną. Wyciągał rękę, ale stalowe pazury szarpały jedynie skraj kubraka. Zirytowany, że strach dodaje ofierze sił, skoczył jej do karku. Nieoczekiwanie potoczyli się w bok, do krawędzi. Zbroja brzęczała, kiedy raz po raz uderzał o kamienie. Wypuścił z rąk kupca, a także łuk, wszystko i każdy spadał oddzielnie. Zahuczało mu w głowie od uderzenia w kamienisty brzeg. Sycząc cicho i szczerząc ostre kły, z wysiłkiem otworzył zalane krwią oczy - najwyraźniej musiał rozciąć czoło. Widział rozmazaną, czerwoną sylwetkę. Kupiec kuśtykał i molozlnym krokiem uciekał. Nie mógł mu umknąć, nie teraz. Podniósł poobijaną głowę, lecz, ku swojemu zdziwieniu odkrył, że mu się po prostu nie chce ganiać za tym wieśniakiem. Z zduszonym westchnieniem znowu zatopił twarz w lodowatej rzece...


                                                  ***

 Było mu zimno. Nie umarł, bo nie w całe ciało, ale w stopy...? Stęknął cicho i, mrugając zawzięcie, spróbował oprzytomnieć. Instynktownie szarpnął rękoma, lecz przwiązane sznurem nadgarstki nie zamierzały oderwać się od podłokietników krzesła. Pochylony lekko do przodu zobaczył, iż kostki również są unieruchomione. Irytacja sięgnęła szczytu, gdy odkrył, że na ma sobie jedynie wysłużone, brunatne spodnie oraz luźną koszulę, która swoje najlepsze lata wizualne i kolorystyczne miała zdecydowanie za sobą. Pozbawiono go też butów. Coś na kształt warkotu połączonego z krzykiem wydobyło się z jego gardła, nie dokońca tak efektownie jak zamierzał. Kto śmiał go rozebrać?!
 Powiódł zdziczałym wzrokiem dookoła, by zorientować się w obecnym położeniu. Ćmiący ból w okolicy skroni nie należał do jego przyjaciół... Jakieś pomieszczenie, względnie duże, dość ciemne. Kawałeczek od niego, po lewej stał stół, a na nim jego rzeczy: elegancko złożony śliwkowy płaszcz, łuk oparty o kołczan pełen czarnych i srebrnych strzał, kilka noży różnorakiej długości i kształtów. Najbardziej widoczna była jednak rozłożona na części zbroja. W świetle wpadającym przez świetlik groziła oglądającym; promienie załamywały się na misternych detalach, tańczyły na ostrzach groteskowo odstających ostróg i pazurach rękawic. Matowy, czerwony metal lśnił, jakby kpił sobie z faktu, że przeczy to prawom logiki i tutejszej sztuki kowalstwa.
 Jakiś czas temu przestał skrobać podłokietniki długimi, ostro zakończonymi paznokciami. Zamiast tego raz po raz klapał o podłogę końcem ogona, przywiązanego do nogi krzesła - w przeciwieństwie do sporej rzeszy swoich pobratymców, posiadał takowy członek. Z wysuniętą w prawo szczęką, śledził wzrokiem poszczególne linie wymalowanego na podłodze znaku, a po środku którego go usadzono. Ochronny, siódmego stopnia. Znali się na swojej robocie, chociaż trochę przesadzili. Aż tak potężny nie był, żeby od razu chwytać się tej właśnie Pieczęci, a Siódmy Stopnień nie zatrzymałby tylko Arcydemona czy też, jak go zwą tutejsi, Diabła - od tego był Ósmy Stopnień, niedostępny mieszkańcom powierzchni, bo który z jego ziomków wychylałby się z wyjawieniem tego rytu? Nawet nie samobójca.
 Postawił uszy na sztorc, słysząc kroki. Jedne były cichsze i drobniejsze, bardziej rytmiczne albo typowo męskie. Inne dudniły przy akompaniamencie zgrzytów, wszystko w identycznych odstępach. Od czasu do czasu pojawiało się również swego rodzaju szuranie, jakby ktoś ciągnął dywan z chropowatym podbiciem. Nonszalancko oparł się plecami o oparcie krzesła. Z kpiącym uśmieszkiem spoglądał na swoich opraców jednym okiem, gdyż drugie przysłaniała krucza grzywka. Kobiety były w znaczącej większości, mężczyźni raczej tutaj ginącym gatunkiem. Każdy patrzył inaczej; ciekawie, od niechcenia, obojętnie albo z potępieniem. Najbardziej raziła go jednak kolorystyka pupilków: niebieskie, zielone, fioletowe, cieniste, niektóre nakrapiane. Z przekąsem stwierdził, że tylko jeszcze pasiastych smoków brak. Najdłużej przypatrywał się czarnej paskudzie, znacznie górującej nad resztą. Przypominał mu jego własnego towarzysza, różnić mogło ich jedynie opancerzenie i masa mięśniowa. Pomagająca mu kreatura, która wyrządziła tyle szkód zdrowotnych i obróciła w pył dzielnice kilku miast oraz pokaźny kawał lasu, teraz tkwiąca w drugim końcu pomieszczenia, nie okazała choćby krzty pokory i wciąż rzucała się na boki w krwawym szale, bliska wyrwania z podłogi gniazd ograniczających ją łańcuchów. Nie ryczała, nie mogła przez zamkniętą na pysku klamrę. Podejście bliżej wciąż jednak pozostawało samobójstwem.
 Przybity do krzesła młody mężczyzna zignorował donośny warkot towarzysza, po czym odezwał się z czystym znudzeniem. Głos miał gładki, skupiający uwagę, ale i podejrzanie drapieżny, jak na swój wiek.
 - Skończmy tę maskaradę i przejdźmy od razu do rzeczy, bo mi śpieszno...
                                                                              
                                                     ***
 
[anndr.deviantart.com]

Imię: Dinigon
Nazwisko: Faringer
Wiek: Odkąd tu przybył minęło 500 lat.
Rasa: Demon
Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Dinigon nie spełnia ludzkiego, jak i swojego, wyobrażenia demona w cielesnej postaci - "zwalistego wiekoluda z ramionami, jak konary, metrowej długości rogami na czole i płonącymi ślepiami, co jak oprze się o chatę, to przesuwa ją". Choć jest wysoki i typowo łuczniczej budowy, nie wyróżnia się w tłumie. Czarne włosy zawsze pozostają w nieładzie, a przesadna bladość wynika ze światłowstrętu. Surowej urodzie kontrastu nadają lśniące, brązowe oczy. Uciężliwe podobieństwo do elfa i syna pewnego szlachcica otworzyło mu wiele drzwi i tyleż samo razy wpędziło w kłopoty, dlatego też wytatuował sobie wokół oczu typowo demoniczny wzór, a jedno ucho przyozdobił przesadną ilością pięciu srebrnych kółeczek. Jest jednym z nielicznych demonów posiadających ogon. Niemal nigdy nie pokazuje się bez broni i wykonanej z dziwnego metalu zbroi, która mimo swej szczelności, nie ogranicza ruchów.
Umiejętności: Sztukę władania łukiem opanował do tego stopnia, że tylko kilka osób potrafi go przerosnąć, nie ważne czy walczy w zwarciu czy na dystans. Nie zdradza drygu czy też specjalnych ciągot do magii, po broń białą sięga w ostateczności. Rasowy talent do targowania i manipulacji pomaga mu umknąć oprawcom, przy czym może sobie z nich pokpić.
Broń: Wykonany z anielskich piór i znanego tylko krasnoludom metalu łuk, wyposażony w trzy ostrza na każdym ramieniu oraz gryfy o kształcie szpikulców. W ostateczności noże.
Zdolność specjalna: Może przybrać formę cienia o bliżej nieokreślonym kształcie, lecz wiąże się to z porzuceniem całego ekwipunku.
Charakter: To w gorącej wodzie kąpany, samolubny ignorant z przesadnie wesołym usposobieniem i czarnym humorem, jak na demona przystało. Dumny ze swojego pochodzenia i podgatunkowej tożsamości, patrzy na inne rasy z niejakim obrzydzeniem. Na kundle, jak zwykł nazywać mieszańce, i elfy szczególnie. Świadomość, iż jest podobny do tych ostatnich choler doprowadza go do pasji. Niejednokrotnie irytacja znajduje ujście w słownictwie bądź przemocy. Stara się nie okazywać, jak bardzo denerwuje go obecne, skomplikowane położenie. Choć przebywa wśród ludzi od bardzo dawna, wciąż nie do końca rozumie, bądź nie chce zrozumieć, ich zwyczajów - co wolno powiedzieć, a co nie - dlatego często znajduje się w co najmniej kłopotliwych sytuacjach. Bywa bezczelny do granic możliwości.
Hierarchia: Łucznik, Skrytobójca
Historia: Zawsze, gdy o niej mowa, Dinigona krew zalewa; przez ludzką głupotę tkwi w bagnie, w którym tkwi. Nie urodził się w sensie dosłownym, został przywołany i spętany w tym konkretnym ciele. Taki kaprys miał pewien szlachcic, chorobliwie niedopuszczający do siebie faktu, że jego syn, ukochany i jedyny dziedzic, złamał kark po upadku z konia. Pierwsze dni nowego życia były dla demona udręką: każdą cząstkę ciała rozrywał ból, gdy przystosowywało się do potrzeb, czy też "kształtu", nowego właściciela - szczególnie proces wyrastania ogona; wpajanie wiedzy, którą dysponował niedawny denat oraz wzorce zachowań; jak obracać się wśród ludzi. Mimo że szlachcic nadał mu imię swojego syna, Dinigon nie zapomniał kim jest naprawdę, jaki ma życiowy cel, skąd pochodzi. Demonia natura doszła do głosu po kilku miesiącach i zakończyła całą tę chorą maskaradę w dzień turnieju. Szybko, krwawo i widowiskowo. W podzięce za życie napluł na przybranego ojca. Odszedł... Doskwiera mu swego rodzaju samotność. Przemierza kraje w poszukiwaniu kluczy, które umożliwią mu otwarcie przejścia do domu.
 
 
[xxarashixx.deviantart.com]
 
Imię: Byron
Przydomek: Furia
Wiek: Jest na tyle młody, by nie obchodził go świat, i na tyle stary, by nie dać sobą pomiatać.
Płeć: Samiec
Rasa: Czarny Smok z Yan'krel, Odłam Turadu'Um.
Wygląd: Swoisty przerost masy mięśniowej jest znakiem rozpoznawczym członków jego plemienia; często trudno rozróżnić, gdzie kończy się kark, a zaczynają barki. W przeciwieństwie do wiekszości smoków z Yan'krel, Turadu'Um nie posiadają kolców czy krez wzdłuż grzbietu; całe ciało pokrywają ściśle nachodzące na siebie, trudne do przebicia łuski. Byron wyróżnia się pokaźnym rozmiarem nawet wśród swoich. Łeb smoka chronią dwa masywne rogi, dolna szczęka najerzona jest kolcami, a wokół szyi zamknięta złota obroża ze znakiem klanu, pełna rys po kłach i pazurach. W rozjarzonych złotem ślepiach zawsze widać rządzę mordu. Lewą stronę pyska znaczą trzy blizny. Nie przepuszczjące światła błony imponujących skrzydeł miejscami postrzępione są do tego stopnia, iż zwisają cieniutkimi kawałeczkami, ale nie pozbawia go to możliwości lotu. Gruby, długi ogon zakończony jest po obu stronach rzędem wygiętych na zewnątrz kolców, z czego dwa największe przypominają fantazyjne kły trójzęba.
Umiejętności: Biegłe wyszkolenie w walce w zwarciu, możliwość długotrwałego ziania ogniem.
Zdolność specjalna: Potrafi wpaść w Szał, dzięki czemu ignoruje obrażenia i przekuwa złość oraz ból w niespotykaną siłę.
Charakter: Porywczy i bezwzględny kolos, którego interesuje tylko rozlew krwi, do czego też często podjudza innych. Doskonale zdaje sobie sprawę z własnej potęgi, dlatego trudno go przestraszyć. Podobnie jak Jeździec, jest arogancki i prędzej rozbije sobie łeb o ścianę, niż okaże skruchę. Spora doza kłótliwości sprawia, iż choć nie jest specjalnie towarzyski, gdy zacznie mówić, trudno zamknąć mu pysk. Nie bawi się w piękne słówka, ze względu na gwałtowną naturę, częściej niż zdaje sobie z tego sprawę, sięga po wulgaryzmy. Nie pozwoli sobą pomiatać, bez względu na to, jakim ważniakiem jest rzekomy przełożony.
Hierarchia: Wojownik
Historia: Pochodzi z Yan'krel, ale w przeciwieństwie do zamieszkujących te tereny stad smoków, jego plemię ma najemniczą tradycję. Odłam, bo tak określiły ich inne, krzywo patrzące na postępowanie Turadu'Um plemiona, walczy po stronie tych Czarnych Smoków, u których zyskają najwięcej. Życie buntownika, pełne krwi i braku zasad, świadomość, że pozostali boją się powiedzieć coś wprost, gdzie zwycięzca bierze co chce - to wszystko odpowiadało Byronowi. Na przydomek Furia zapracował wyjątkową brutalnością. Jego temperament doprowadzał do licznych nieporozumień oraz walk z Głównym Du'Um, które z czasem stały się powszechną formą rozstrzygania sporów. Zasada ta nie obwiązywała tylko podlotka Głównego; młodzik pełnymi garściami czerpał z tego przywileju i drażnił Byrona, chcąc udowodnić swoją wyższość, a jego głupotę. Podczas jednego ze starć klanów, Furia skorzystał z zamieszania, masy cielski, morza lejącej się krwi. Dopadł niedorostka, złapał za kark i potężnym szarpnięciem wyrwał łeb wraz z kręgosłupem z reszty ciała. Była to charakterystyczna dla niego technika. Zbrodnia szybko się wydała, lecz kary uniknął. Potępienie z strony poszczególnych członków Odłamu nie obchodziło go w ogóle... Pogarda dla pobratymców, słabości, jaką okazali przy jakimś obrzędzie z truchłem syna Głównego Du'Um - ludzie zwą to pogrzebem - popchnęła Byrona do odejścia. Nie żałował tego nigdy, bo dlaczego żałować głupców zaślepionych sentymentalizmem? Opuścił Killinthor, by po kilkunastu latach powrócić w związku z umową zawartą z jakimś ludzkim śmieciem. Pech chciał, że owy robak zmienił całe jego życie... W pogoni za jakąś ułudą, siali pustoszenie w kraju do czasu, aż natrafili na Ordo Corvus Albus.

piątek, 11 stycznia 2013

Odurzający zapach wrzosów...

Lekki wiatr kołysał wysokimi wrzosami, które pokrywały niewielką polanę. W powietrzu unosił się przyjemny, orzeźwiający aromat. Wokół panowała cisza przerywana tylko świergotami niewielkich ptaków i cykanie podobnych do koników polnych owadów. Tylko od czasu do czasu w pewnej odległości od nich przebiegł szary zająć uzbrojony w małe rogi. Hipnotyzujący bezruch uspokajał wprowadzając senną atmosferę.
Smoczyca leżała na grzebiecie, a jej kolorowe skrzydła rozpostarte były szeroko, na jednym z nich leżała Sir'ca nie przejmując się tym, że jej ciało pokrywa się złotym pyłem. Było dosyć ciepło, dlatego pędy pokrywające ciało driady skurczyły się i przybrały postać krótkiej sukienki. Patrzyły w niebo przyglądając się gwiazdom i dwóm malowniczym księżycom, obydwie pogrążone głęboko w myślach. Czasem Baldis przenosiła je do tej krainy, gdzie spędziły wcześniej wiele spokojnych lat. Wolała jednak nie robić tego zbyt często z obawy by nie naprowadzić kogoś niepowołanego na jakikolwiek ślad podróży między światami, by mógł posiąść tą umiejętność. Ale kiedy życie im dokuczało, a ich myśli spowite były ciemnymi chmurami, nigdzie indziej nie wypoczywały lepiej. Driada westchnęła ciężko i zawierciła się niespokojnie, smoczyca spojrzała na nią troskliwie.
-"O czym myślisz, Stokrotko?"- Sir'ca usiadła i spojrzała na wrzosową polanę.
- O wszystkim... a tak naprawdę o niczym. W głowie już mi się od tego wszystkiego kołuje, Konwalio. najpierw Ermon, później Malgran... Zupełnie nie wiem co mam robić. A teraz następne nieszczęście... Martwię się o Jivreg'a i o Eldara. O Arsi również, mimo że ona nigdy nie pokaże słabości. Nie rozumiem co takiego mogło się wydarzyć, że oni wszyscy odeszli. Chyba lepiej w ogóle nie myśleć.- Spojrzała na smoczycę i uśmiechnęła się smutno.
- "Dlatego jesteśmy tutaj, Stokrotko. By zebrać myśli, uspokoić oddechy i dusze. Bo później nie będzie nas na to stać... Musimy im pomóc."
- Wiem... tylko czasami się zastanawiam ile jeszcze złego spotka tą rodzinę. Czy mało już wycierpieli?
- "Nie nam to oceniać. A jeśli chodzi o Malgrana... Znasz moje zdanie."- Driada skinęła potakująco głową.-"Musimy wracać. Już czas..."
Sir'ca wstała, otrzepała się z złotego pyłu i poczekała, aż Baldis ułoży odpowiednio wszystkie pióra. Przyzwyczaiła się do przesadnego dbania swojej smoczycy o urodę i nie narzekała, wiedziała że Konwalia tego nienawidzi. Kiedy były gotowe, usadowiła się wygodnie na jej karku i poklepała lekko po szyi dając znać, że jest gotowa. Zamknęła oczy.
Otuliła ich miękka ciemność, chwila bezdechu...
Pierwsze co poczuły to zimno, Sir'ca od razu wyczuła jak pędy rośliny tworzące jej ubiór wydłużają się i gęstnieją. Mroźne płatki śniegu ukłuły drobnymi igiełkami skórę i w momencie osiadły na piórach. Baldis szybko ruszyła w kierunku frontowych drzwi, nie zamierzała dzisiaj moknąć. Masywne skrzydło otworzyło się z cichym szmerem, a one weszły do środka niepewne jakie wieści czekają na ich powrót...





[http://nell-fallcard.deviantart.com/art/Green-Wisper-43224581]


Imię: Sir’ca
Wiek: 850 lat
Płeć: Kobieta
Rasa: Driada
Pochodzenie: Las Driad
Opis wyglądu: Zamiast włosów, brwi i rzęs ma delikatne, zielone pióra. Posiada zgrabną sylwetkę, pod skórą wyraźnie zarysowują się mięśnie, które doskonale ze sobą współgrają, co widać kiedy driada się porusza. Dodaje jej mnóstwo wdzięku i płynności w ruchach. Nie można o niej powiedzieć, że jest 'wychudzona' czy 'zabiedzona'. Bije od niej witalność i naturalne piękno. Ubrana w sukienkę splecioną z delikatnych pędów roślin, które dostosowują się do warunków panujących wokół. W łaźni pędy się kurczą tworząc skąpy kostium, natomiast zimą robią się szczelniejsze i wydłużają by stworzyć długą, ciepłą sukienkę. Kiedy robi się chłodno, zakłada miękkie buty zrobione z materiału, które uszczelnia roślinnym woskiem. Latem natomiast i wiosną w czasie ciepłych dni, wszędzie chodzi na boso.
Umiejętności: Od najmłodszych lat, małym driadom przekazuje się wiedzę na temat wszelkiego rodzaju roślin, ziół, mchów, porostów i grzybów. Uczą się jak przygotowywać różne wywary, ale również maści i różnego rodzaju proszki, które mają najrozmaitsze działanie, potrafią zarówno leczyć jak i zabijać, .  Doskonale strzela z łuku, co również jest podstawową umiejętnością każdej driady. Sir'cę często można spotkać na skraju lasu, gdzie ćwiczy tą umiejętność by nie wyjść z wprawy. Potrafi skradać się nawet w gęstych zaroślach nie robiąc przy tym hałasu. Las nie jest jej obcy, dzięki czemu potrafi podejść wiele istot nie wzbudzając ich podejrzeń i pozostaje niewidoczna do samego końca.
Broń: Łuk i Magia Wody i Natury.
Zdolności Specjalne: Doskonale komunikuje się z ptakami, które są jej informatorami w lesie i nie tylko.
Charakter: Wesoła i pomocna, nigdy nie odmawia w potrzebie innym, żyjąc zgodnie z zasadą panującą w jej wiosce mówiącą o tym, że nikt nie jest tak naprawdę sam i każdy może zwrócić się o pomoc, kiedy tego potrzebuje. Bardzo łatwo nawiązuje znajomości i fascynuje ją wszystko co nowe, co sprawia, że czasem wpada w niezręczne sytuacje.  Jest bardzo spontaniczna i trudno czasem przewidzieć jak zareaguje, ona sama nigdy się tym nie przejmuje, nie analizuje, biorąc życie takim jakie jest. Wyznaje zasadę, że trzeba przyjmować to co dał jej los z pokorą i nawet jeśli spotykają ją przykre rzeczy, z pewnością są jedynie kolejną lekcją w życiu. Otwarta i ciekawa świata. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że stała się bardziej skryta i unika towarzystwa innych. Chciałaby wierzyć, że w każdym jest dobro, ale teraz nie jest do tego do końca przekonana.
Hierarchia: Zielarz i Mag Natury.
Historia: Wychowała się w Lesie Driad i tam spędziła dzieciństwo nigdy nie opuszczając jego granic. Od najmłodszych lat uczona odpowiedniego posługiwania się łukiem, jak również przekazywano jej wiedzę na temat wszelkiej roślinności występującej w okolicy. Mimo, że jej życie tam było szczęśliwe i prawie beztroskie, Sir'ca marzyła o przygodach, o świecie poza granicami lasu. Chciała poznawać inne krainy, zwierzęta i przede wszystkim rośliny. Kiedy w wiosce pojawiła się Aerlin wraz z Jivreg'iem to była jej szansa. Nimfa nie dała się długo przekonywać. Rozpoznała w młodej driadzie głód życia, jaki kiedyś trawił ją samą i przekonała Matkę Driad by pozwoliła Sir'ce iść własną drogą. Tak oto opuściła swój rodzinny las i rozpoczęła nowe życie w Ordo. Niespodziewanie dla niej w hodowli Zakonu wykluła się Baldis, smoczyca bardzo rzadkiej rasy. uzupełniając połowę jej duszy i uspokajając niepokój do tej pory goszczący w jej sercu. Ukończyły razem szkolenie i mogły w pełni uczestniczyć w życiu Ordo. W Zakonie poznała porywczego elfa, Ermona, do którego od początku coś ją przyciągało, aż w końcu połączyła ich namiętność. Elf zbuntował się przeciwko swoim nauczycielom i przywódcom, a po przegranej walce odszedł. Kiedy nastała Ciemność, Baldis przeniosła je obie do tajemniczej krainy z dwoma księżycami, gdzie spędziły wiele czasu. Same jednak nie potrafią powiedzieć ile to trwało, gdyż dni zlewały się w jedno, zwłaszcza że w tamtym miejscu nie było różnych pór roku. Pewnego dnia Baldis uznała, że czas na powrót. Po wielu latach wróciły do Ordo Luce Tenebris i tam dane jej było znów spotkać Ermona. Elf stał się demonem, ale nie mógł zgasić uczucia jakie żywił do Sir’cy. Choć tak krótkie, chwile spędzone razem wypełnione były radością, miłością i licznymi uniesieniami.  Dalsze losy są powiązane ściśle z losami Baldis, oprócz czasu, w którym smoczyca wyruszyła w niebezpieczną wędrówkę, aby zbawić duszę Mulkhera. Wtedy driada została w Zakonie cierpiąc z powodu pustki jaką czuła po odejściu smoczycy i martwiąc się o jej, jak również swój los. Po tym wydarzeniu, musiały odejść z Zakonu uznając, że nie ma już tam dla nich miejsca. Baldis dopuściła się czynu uważanego przez niektórych za zakazany i obie uznały, że jedynie taka decyzja jest słuszna. Udały się na Zlot Baśniowych Smoków, gdzie Sir'ca widziała wiele baśniowych smoków i nie mogła nasłuchać się opowieści jakie snuły bez przerwy. Dopiero jak Baldis ukończyła nauki u Fabul'a wyruszyły w drogę do Zakonu Białego Kruka, gdzie oczekiwali już ich pozostali. Jej życie powróciło do normalności, jednak myśl o Ermonie nie dawała jej spokoju. Nie był jej lekko, kiedy dowiedziała się, że demon przebywa w Ordo Servi Preditor. Złamując wszelkie zakazy spotkali się w czasie jednej z ciepłych, letnich nocy i nie liczyło się nic oprócz tego, że mogli te kilka chwil spędzić razem. Ciągle o sobie pamiętali i uczucia obojga w najmniejszym stopniu nie wygasły. Dopiero w noc, kiedy delegacja Zakonu Zwodniczej Nadziei przybyła by przypieczętować wspólny sojusz. Sir'ca liczyła, że przybędzie również Ermon, nie było go jednak wśród gości lądujących przed dziedzińcem. Demon jednak o niej nie zapomniał i nie zaprzepaścił szansy jaka dawała mu nieobecność przełożonych. Przekazał wiadomość do driady, że pragnie się z nią spotkać. Sir'ce nie trzeba było dwa razy powtarzać. I tamtej nocy wszystko się zmieniło... Ermon podburzony przez własnego smoka posądził driadę o zdradę i odurzony gniewem odszedł. Nie do końca wie co czuje i potrzebuje czasu na uporządkowanie siebie. Od tamtej pory Sir'ca nie może dojść do siebie, unika towarzystwa zapominając o maksymie, że los daje jej po prostu kolejną lekcję nad którą powinna przejść do porządku dziennego...
 




[http://dragarta.deviantart.com/art/Peacock-Dragon-90210863]

Imię: Baldis
Przydomek: Konwalia
Płeć: Samica
Wiek: 826 lat
Rasa: Smok Baśniowy
Opis wyglądu: Smoczyca niezwykłej urody. Całe ciało pokrywają pawie pióra pokryte delikatnym złotym pyłem, który mieni się w promieniach słońca. Kiedy pióra namokną stają się ciężkie, a złoty pył spływa razem z kroplami, kiedy natomiast są suche brudzą wszystko, czego się dotkną. Ta właściwość czasem doprowadza Baldis do szału, jednak wszyscy wokół ją zapewniają że im to nie przeszkadza. Drobne niebieskie pióra zdobią jej łapy, błękitne podobne do wachlarzy są brzuchu, na skrzydłach zaś zielone i długie, każde zakończone dekoracyjnym okiem. Dwa rogi delikatnie opadają na tył głowy, z tyłu dolnej szczęki wystają po trzy kolce na każdej stronie. Koniec ogona zakończony pawim oczkiem. Wzdłuż kręgosłupa, między delikatnymi piórami, kryją się ostre kolce, które w razie potrzeby smoczyca potrafi chować.
Umiejętności: Potrafi przywoływać watahę eterycznych wilków, które spełniają jej rozkazy od rozpoznania terenu nawet do zaatakowania wybranego celu. Przeciwne sobie Magie, jakie w sobie nosi pozwalają jej również na przyzwanie Bogów Światła i od nich pomoc. Umiejętności latania uczyła ją Luthien, mistrzyni w tej dziedzinie, dzięki czemu Baldis swobodnie czuje się wśród porywów wiatru i potrafi wykonywać skomplikowane akrobacje. Nie korzysta jednak często z tego daru od kiedy nauczyła się przemieszczać w przestrzeni tak jak podróżuje między światami. Dzięki naukom Fabul’a nauczyła się zwodzić oczy innych istot i ukrywać swoją prawdziwą postać, co było jedynym sposobem by w Zaświatach nikt jej nie dotknął, co było głównym zagrożeniem dla niej jak i Erity.
Broń: Magia Światła i Magia Księżyca.
Zdolności specjalne: Potrafi teleportować się oraz podróżować między światami. Dzięki tej umiejętności obie znalazły bezpieczne schronienie po upadku Zakonu.  Jednak moc ta obarczona jest wielkim brzemieniem odpowiedzialności, gdyż nie może pozwolić by ktokolwiek odkrył tajemnicę w jaki sposób jej się to udaje. Jest to sekret wszystkich Smoków Baśniowych, które żyją by czuwać by nikt nie powołany nie opanował tej umiejętności.  Baldios potrafi również przenieść się w Zaświaty, co zdaje się być umiejętnością jej rasy, czego nauczył ją jej jedyny nauczyciel Fabul, gdyż tylko smoki należące do tej rasy mogą przekazywać sobie tajemną wiedzę.  Potrzebowała jego rad, gdyż udała się w to mroczne miejsce i dzięki pomocy Erity wydostała z szponów Śmierci duszę Mulkhera i Almariel.
Charakter: Często zamyślona. Odzywa się jedynie wtedy, gdy jej słowa niosą prawdę i mądrość. Pragnie poznać jak najwięcej szczegółów związanych z jej rasą, a przez wiele lat myślała, że została ostatnim przedstawicielem swojej rasy. Jaka wielka była jej radość, kiedy dowiedziała się, że nie jest sama i może nawet udać się na Zlot jej pobratymców i ich poznać. Bardzo przyjazna i serdeczna, ale jednocześnie ostrożna. Nikomu nie odmówi w potrzebie, tak jak jej nie odmówiono gdy najbardziej potrzebowała wsparcia.Wiele już przeżyła, zna również smak wielkiego cierpienia, co odbiło piętno na jej duszy. Przesadnie dba o swoje pawie pióra, które nie ułatwiają jej życia, jest bardzo drażliwa kiedy ktoś zwraca jej na ten temat uwagę.
Hierarchia: Mag Światła i Księżyca.
Historia: Wykluła się w Zakonie Światła Mroku. Jednak nikt nie wiedział, jak jej jajo znalazło się w Hodowli. Ta część jej życia spowita jest mgłą tajemnicy i chyba jedynie sama Baldis mogłaby ją rozwiać. Jako młoda smoczyca przemieniła pierścień Sir’cy tworząc na nim swój wizerunek. Wtedy po raz pierwszy ukazała niesamowite zdolności do Magii. Ukończyła szkolenie u boku Mulkhera. Z czarnym smokiem od samego początku łączyła ją szczególna więź, która z czasem przerodziła się w miłość. Jednak oprócz uczucia, losy obydwu smoków powiązane są przeznaczeniem i tajemniczą przepowiednią, która pierwszy raz dała o sobie znać podczas jednego ze szkoleń w czasie niezwykłej pełni Księżyca. Dopiero po wielu latach Baldis dowiedziała się o transie, w którym mówiła nie swoim głosem i o którym nie miała nawet pojęcia.
Po nastaniu Ciemności, w czasie nieopisanego Chaosu jaki wtedy panował, przeniosła siebie i Sir’cę z dala od tego świata. Do baśniowej krainy, w której były bezpieczne i niczego im nie brakowało. Smoczyca jednak cały czas tęskniła za swoim ukochanym i pozostałymi członkami Zakonu, którzy byli jej rodziną. Po wielu latach zaczęła miewać sny... Przyszedł czas wracać do domu, z powrotem do Ordo, który podniósł się z klęski. Pobyt w Zakonie okazał się być czasem spokoju. Aż do pewnego dnia,kiedy nieoczekiwanie zmarł Mulkher wraz z Almariel. Nie mogąc znieść straty,kierowana niewyjaśnioną siłą i snami, postanowiła przenieść się razem z Eritą w Zaświaty. Nie mając żadnego doświadczenia, kierując się wskazówkami jej nauczyciela, również baśniowego smoka, Fabul’a, trafiła do królestwa Śmierci.  Tam odnalazła duszę ukochanego i jego jeźdźczyni. Dzięki wspólnej magii Baldis i Erity czarny smok i elfka mogli wrócić do Świata Żywych. Tam okazało się, że Bal znowu musi opuścić ukochanego. Chociaż serce kazało jej nie opuszczać czarnego smoka,wyruszyła w podróż, której celem był Zlot Baśniowych Smoków. Po drodze miała również otrzymać ostatnie nauki kończące jej edukację u Fabul’a. Wróciła szczęśliwie by nie przejmować się już niczym więcej, oprócz spędzaniem jak największej liczby czasu z Mulkherem. Ordo Corvus Albus było teraz jej domem. Po jakimś czasie, ponownie nawiedzana snami płynącymi z dalekiej północy, wyruszyła razem z czarnym smokiem, wiedziona przeczuciem, że tam właśnie ukryte jest źródło jej transów i dziwnych wizji. Odnalazła uśpioną krainę, która czekała aż ktoś ją uwolni od zaklęcia Wielkiego Białego Wilka, który tylko czekał na jej upadek. Baldis przy pomocy Mulkhera uratowała Aurayę i jej podwładnych, dzięki czemu ona jak i Ordo będzie mogła zawsze liczyć na ich pomoc. Od tamtej pory jej życie biegnie względnie spokojnym torem, a jedyne zawirowania spowodowane są codziennymi problemami Ordo i jego mieszkańców.


wtorek, 8 stycznia 2013

Trudy wciąż trwają...

Nie było źle. Próbował. Musiał spróbować. A może chciał? Już jakiś czas temu jego myśli zaprzestały pogoni za sensem popełnionych czynów. Szarpanie tematu kłami i pazurami pytań czy domysłów nie przynosiło ni ulgi ni rezultatu.
Chłodne o tej porze roku powietrze zarysowało jego oddech efektownym pióropuszem. Żałował, że troski nie znikały równie szybko, co ta siwa mgiełka. Zacisnął usta w wąską kreskę, gdy nieopaczny ruch prawego ramienia spuścił ze smyczy oszalałe wiązki bólu, rozrywające widmowymi kolcami każdą najlichszą przestrzeń, przez którą przemknęły. Nie przetoczyły się jednak przez cały labirynt ciała, uderzając w mur przyciśniętych do kości mięśni i mięsa. Kojący nacisk, a przez to zdrętwienie, powodował szeroki, miejscami nieelegancko przetarty, styrany czasem pas z równie wiekową, brzydką pochwą. Lecz prawdziwym zbawcą był ciężki, pozornie nieporęczny miecz dwuręczny, tkwiący pewnie na plecach właściciela. Był jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które pozostały po dotychczas owej pracy. Nagłe uderzenie gałęzią w twarz wyrwało go z ponurych rozmyślań. Kciukiem starł nieśmiałą stróżkę krwi, cieknącą z płytkiego rozcięcia.
- "Twój ponoć "legendarny" refleks sprawdza się tylko podczas oszukiwania w karty, czy już dopada Cię starość?" - niebieskooka bestia, w której wzroku magnetycznie splatały się wszelkie odcienie błękitu, połowicznie wykręciła do niego swój smukły łeb, opatrzony niby jelenimi rogami, kilkoma kolcami i matowo granatowymi łuskami. Choć nie patrzyła, zręcznie wymijała kolejne przeszkody na wydeptanej przez leśnych mieszkańców ścieżce, jak gdyby trwała w swoistej symbiozie z samą matką naturą czy też duchem tej puszczy.
- Po prostu się zamyśliłem. - odparł z typowym dla siebie pomrukiem, poprawiając zdrętwiałe nieco siedzenie na sztywnym z zimna siodle. Nie było ono dostosowane do ich potrzeb z braku odpowiednich narzędzi i zrozumienia niedawnego chlebodawcy. Z wieśniakami na czele, dla których widok smoka stanowił zapowiedź apokalipsy. Co dopiero mężczyzny zdejmującego z takowego gada miarę do wykonania rynsztunku...
- "Myślenie szkodzi wojakom." - skwitowała krótko. Smoczyca zesztywniała wpół kroku, unosząc głowę najwyżej jak mogła, podczas gdy siedzący na jej grzbiecie wojownik starał się przebić wzrokiem splątane, półnagie korony co bardziej wytrwałych drzew. Cichy, miarowy łomot wydał się im wręcz ogłuszający. Poznali go od razu. Tępy, z lekka furczący przez wibrujące od naprężenia grubych błon, ciężki, jakby ktoś usiłował pochwycić i związać łopoczący podczas sztormu żagiel. Smok. Bestia w jednej chwili przypadła do ziemi, by w następnej wystrzelić przed siebie w szaleńczym pędzie, niemalże gubiąc przy tym jeźdźca.




 
***

Skrzydła potężnych wrót z głuchym hukiem uderzyły klamkami o ściany, wpuszczając do środka legiony delikatnych zimowych tancerek, wraz z grubszymi odłamkami zbitego śniegu i lodu, wyrwanymi z dziedzińca. Łudząco ciemna, najeżona tu i ówdzie lśniącymi lazurem łuskami smoczyca ślizgiem na brzuchu wjechała do sali, w desperacji niemiłosiernie drapiąc pazurami i rogami posadzkę. Zatrzymała się jednak dopiero na schodach, boleśnie uderzając w nie łopatką oraz kikutem. Przy akompaniamencie brzęczenia licznych sprzączek przy butach, za smokiem wszedł do sali mocno ośnieżony, zgubiony podczas hamowania mężczyzna.
- ...a imię jej brzmiało "Dyskrecja". - burknął, strzepując z szerokich ramion kawałeczki lodu.



[zolaida.deviantart.com]

Imię: Aton
Nazwisko: Catvalder
Wiek: 35 lat
Rasa: Człowiek

Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Wysoki, kruczo włosy mężczyzna o skórze dość bladej, jak na wiedziony przez niego tryb życia, i typowej dla swojej rasy figurze w kształcie trójkąta. Dobrze zbudowane, acz z zachowanym umiarem, ciało znaczy kilka blizn, choć najbardziej widoczna jest ta przecinająca prawy kącik ust. Druga, tak szeroka jak długi jest mały palec, ciągnie się od prawego biodra do karku i sprawia swojemu właścicielowi niekiedy sporo bólu. Jego oczy nie posiadają określonej barwy, zmieniają się bez określonego powodu: od zimnego, bladego błękitu po głęboki atrament; zawsze jednak pozostają zamyślone, obojętne, jakby nic na świecie go już nie interesowało. Nosi się głównie w szarościach bądź czerniach, a długie rękawice i buty ze sprzączkami są poniekąd symbolem jego osoby.
Umiejętności: Samouk w dziedzinie posługiwania się włócznią i mieczem dwuręcznym; z otrzymanego w podejrzany sposób daru Magii Ognia umie korzystać w sposób znikomy.
Broń: Głównie składana włócznia krasnoludzkiej roboty bądź topornie wyglądający miecz dwuręczny wykuty ze stali o lekko błękitnej barwie.
Charakter: Choć jak większość rodaków lubi opowieści, sam nie sprawia wrażenia rozmownego i towarzyskiego. Nauczony trzymania się swojego stanowiska, próbuje ignorować sprawy, które go nie dotyczą bezpośrednio. Z czasem przylgnęło do niego miano "widma społecznego" z racji trzymania się na uboczu. Z pewnych powodów zagnany w nałóg tytoniowy, wciąż uznaje honor za rzecz niemal świętą i hołduje swoim zasadom.
Hierarchia: Wojownik, rzemieślnik.
Historia: Często sam odnosi wrażenie, iż jest zbyt długa jak na jedno, tak krótkie życie... Mieszkał w niewielkiej portowej wiosce, zbyt małej, by miała jakikolwiek znaczenie. Ledwo odrósł od ziemi, został posądzony o zabicie syna kowala. Wybierając między życiem a ukamienowaniem, uciekł na statek handlowy, "Chyżą Bryzę", gdzie spędził kolejne lata, piął się do rangi sternika i zwiedzał świat. Podczas jednego z rejsów, przypadkowo odkrywając, że ładunkiem są niewolnicy, celowo rozbił jednostkę na przybrzeżnych skałach zwanych Morskimi Zębami. Od niechybnej śmierci ocalili go rybacy z pobliskiego miasta. Imał się wielu zawodów, od pastucha i portowego robotnika po człowieka na usługach szlachty. Nie pomogło mu to uniknąć kar za samowolę. Postawiony przed sądem, jak większość skazańców wybrał wcielenie do armii zamiast szubienicę. Pierwszej i jedynej prawdziwej wojny w zasadzie nie pamięta, ten okres jak i następne lata zbiły się w niewyraźną masę, której ważniejsze momenty gdzieś umknęły; wtedy otrzymał dar Magii Ognia. Wspomnienia stają się wyraźniejsze dopiero od momentu, gdy wstąpił do wojsk walczącego o swoją pozycję lorda. Kilka miesięcy później zdezerterował. Wędrując w poszukiwaniu zatrudnienia, niemal doprowadzony do szaleństwa przez rozrywające czaszkę piski, przypałętał się do Ordo Corvus Albus, gdzie szachraj losu złączył go z Chrysanthe. Ten i inne incydenty wywróciły jego świat do góry nogami...


[shadowdragon22.deviantart.com]

Imię: Chrysanthe
Przydomek: Nocna
Wiek: Niewiele ponad 4 lata
Płeć: Samica
Rasa: Smok Nocy
Wygląd: Dość niska jak na smoka, jednocześnie groteskowo długa, co nadaje jej bardziej aerodynamiczny wygląd. Pokryta chropowatymi łuskami barwy głębokiego granatu, tu i ówdzie naznaczona jarzącymi się po zmroku jasnoniebieskimi plamami. Skrytość i płochliwość tej rasy spowodowały niemal zanik kolców, które w znikomych ilościach ciągną się od czoła do barków. Rogaty, wyposażony w krezy łeb zdobią przede wszystkim hipnotyzujące, surowe ślepia. Długi, biczowaty ogon pozbawiony jest jakichkolwiek wyrostków, które mogłyby służyć do obrony czy ataku. Jedyną pozostałością po skrzydłach są dwa sterczące w okolicy łopatek kikuty upalone na końcach.

Umiejętności: Braki w sile i umiejętnościach fizycznych rekompensuje mocą umysłu, co jest jej główną bronią. Przejawia potężne zdolności telepatyczne. Nie ukończyła szkolenia, dlatego też walki w zwarciu unika bądź ucieka się do podstępów. Zdarza się, iż widzi duchy.
Zdolności specjalne: Jest w stanie wydawać z siebie drażniący pisk o różnej częstotliwości.
Charakter: Pęknięta skorupa jaja odmieniła ją na tyle, by znacznie różniła się od rówieśników. Postrzega świat w sposób klarowny, dlatego zasłanianie prawdy stereotypami czy przesądami uważa za bezcelowe. Woli gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Rzadko pozwala wziąć emocjom górę nad rozumem. Wie, że kluczem do wszystkiego jest słowo, nie ma zbrodni bez rozkazu. Swoista dwoistość jej natury, bezwzględność i strachliwość, z czasem zlała się w jedno, tworząc z niej smoczycę z trudnym temperamentem, udzielającą rad bądź czasami pobłażliwą. Obracając się ostatnimi czasy wśród istot wszelkiej maści, przyswoiła sobie trochę ciętego języka. 
Hierarchia: Łowca
Historia: Okoliczności trafienia do hodowli Ordo Corvus Albus są pobieżnie znane tylko jej. W przeciwieństwie do innych niewyklutych braci i sióstr, nie czekała aż bratnia dusza odnajdzie się na drodze szczęśliwego trafu. Piszcząc poprzez czas i przestrzeń, w potwornych torturach, postanowiła sama go do siebie ściągnąć. Wyczuwając jego bliskość, a zarazem ledwo odróżniając rozmyte kontury przedmiotów, pokonała monumentalną siedzibę i wyskoczyła przez zbite okno na zabójczy ziąb. Związali się ze sobą i mogły być to ich ostatnie wspólne chwile, gdyby nie zaalarmowani członkowie Zakonu. Była najmizerniejszym z kilku smocząt, odstającym od reszty. Obawy wzbudzał fakt, iż umysł się zmieniał w zastraszającym tempie, lecz ciało prawie w ogóle. Powodowało to problemy podczas rozpoczynania szkolenia. Dopiero niedawne, smutne wydarzenie spowodowało jej gwałtowny wzrost, jak i utratę skrzydeł na rzecz innej wartości...

 

niedziela, 6 stycznia 2013

Wiatr zmian.


   Żywioł próbował zmieść z nieba tych, którzy tego dnia odważyli się przemierzać powietrzne szlaki. Wył z bezsilności w czarnych błonach, wprawiając je w basowe drżenie, nadymając jak żagle widmowego statku. Kłęby pary buchały z rozwartych nozdrzy w towarzystwie głuchych parsknięć.  Śnieżne spirale wpadały w grafitowe włosy jeźdźczyni dosiadającej bestię, szarpiąc je bez litości.
   Smok przechylił się łagodnie, by skierować lot ku płaskiej półce zbocza góry. Zamachnął wściekle skrzydłami, by poskromić potęgę podmuchu śnieżycy, napiął potężne ciało i opadł ciężko na skaliste podłoże pokryte grubą warstwą białego puchu. Wdrapał się wyżej, gdy tylna łapa ześlizgnęła się z oblodzonego kamienia, zrywając kawał skały, która potoczyła się po krzywiźnie, ostrzegając gromiącym krzykiem. 
   Zmęczone ślepia po raz kolejny spojrzały na surowe królestwo wysokich gór Yiale. Gniew natury zdawał się przypominać chaos panujący w Ich sercach...
- 'Nie ma ich, Mulkherze… Porwał je wiatr' – mentalny szept Almariel zagościł w przestrzeni smoczego umysłu, uprzedzając dotyk skrytej w rękawicy dłoni. Nie było żalu w jej głosie. Nie było oskarżenia. Tylko spokój... I smutek.
- ' „Kiedyś to musiało nastąpić, ammalvi. Taka jest kolej rzeczy... Coś się kończy, coś się zaczyna..." ' – nie czekając na odpowiedź, Czarny odepchnął się od zimnego ciała góry. Spadał chwilę w dół, bezwładnie, targany czystym jestestwem rozszalałego żywiołu, by zaraz poderwać się do lotu – „Zadecydowały i my musimy to uszanować… Podźwignąć się, ponownie…”


   Błękitnooka z trudem powstrzymała drżenie rąk. Spojrzała ostatni raz na Aerlin, której twarz znów zasnuła się woalą cierpienia. Kiedy los stanie się bardziej przychylny dla przyjaciół? Dla Ordo? Mulkher nie odważył się spojrzeć w spętane węzłem emocji oczy Jivrega. Podał mu jedynie wełniany kocyk oraz skromną ozdóbkę, w którą wplecione były białe pióra. To, co pozostawili po sobie Lhun i Nirin, zanim… Almariel wbiła drgający niespokojnie wzrok w drzwi komnaty XXXIV. Próbowała łapać się strzępków pozytywnych myśli. Miała nadzieję, że Erita i Luthien wzięły pod opiekę tę dwójkę… Że chronią ich młode życia… Wyciągnęła dłoń. Chude palce poczęły emanować bladoniebieskim światłem. Kolejna myśl… Być może przyszłość przyniesie ponowne pojednanie tej rodziny… Jednak teraz jej istota schowała się w cień... Niebo zaszło chmurami... Pięknie kaligrafowane literki, składające się na imiona tych, które stanowiły niegdyś trzeci filar Starszyzny, poczęły blednąć, zatapiać się w słojach jasnego drewna, jak w bezkresie piasków… W końcu zniknęły, a drzwi skrzypnęły cicho, zakleszczając łukowate przejście. Czy na zawsze?


   Wzrok demonicy już kolejny raz sunął po krótkim tekście, naznaczonym fiołkowym atramentem. Kobieta zwinęła pergamin w ciasny rulonik i obwiązała zdobnym, pozłacanym sznureczkiem. Westchnęła, zapatrzyła się w horyzont. Nie było dnia, gdyby nie myślała o swojej uczennicy. Biały kruk znów przybył z tą samą wiadomością. Kolejna nieudana próba kontaktu. Kolejna pora roku spowita ciszą… Traciła nadzieję, że Favill i Sarosh wrócą z rodzinnych stron, do których wyruszyli z pomocą Lilli, dawnej opiekunki dziewczyny. Wysłała następnego posłańca. Przysięgła sobie, że już po raz ostatni.
   Prawda dotarła do nich. Dopiero po długim czasie… Dopiero, kiedy wzrok przestał wypatrywać tych, którzy odeszli. Dopiero, gdy przypadkowy szelest przestał być nadzieją. Dopiero, gdy widok kruka-posłańca z wiadomością oznaczoną zakonną pieczęcią przestał napełniać niepokojem.
   Grawerunki komnaty I i II podzieliły los tych, które znaczyły drzwi XXXIV.
   Sala audiencyjna tym razem nie huczała od gorączkowych szeptów i gromkich oskarżeń. Jedyna wstęga głosu niosła ze sobą smutny sens nieoczekiwanych nowin. Gdy jej echo przebrzmiało, zgromadzeni poczęli się oddalać. By przyjąć do siebie otrzymane wiadomości, by przygotować się na zmiany. Do ostatniej chwili w ciszy.
   Mulkher  zagrodził drogę młodemu rodzeństwu. Skinął łbem na ich jeźdźców, dając znak, iż pragnie mówić z ich towarzyszami na osobności. 
- „Wy jesteście jedyną nadzieją dla Jivrega. Arsi, Eldarze… Życie poddaje was próbie. Pomóżcie mu. Inaczej… Nad nasze polany nadciągnie czarna mgła.”
   Tymczasem parę pięter niżej, tchnienie magii zdmuchnęło kolory z płaskorzeźby. Wizerunki trzech par poszarzały, stopiły się z gładkim tłem białego alabastru, by zakończyć kolejny z rozdziałów Ordo.


[Od dziś Starszyznę stanowią dwie pary. Niestety Erita&Luthien, Nirin&Lhun i Favill&Sarosh opuszczają Zakon. A my zaczynamy od nowa. Mam nadzieję, że już od teraz będzie dobrze :) Pozdrawiamy.]